Światosław Richter


WAGNER- ulubiony kompozytor Richtera
Ta muzyka to prawie wyrzut sumienia- jest dziwnie nie do ugryzienia w różnych opisach sztuki Richtera. Wiadomo, że tą muzykę Richter stawiał zdecydowanie na pierwszym miejscu. Grywał w prywatnym gronie wyciągi fortepianowe oper Wagnera. W latach 30 wykonał chyba jednorazowo transkrypcję sceny śmierci Izoldy publicznie. Wykonywał i nagrywał Albumblatt (Dedication, or Elegie in A flat) Wagnera.
Odblask tego zamiłowania to predylekcja Richtera do innych kompozytorów o zbliżonym do Wagnera świecie materii dźwiękowej: Chopin, Franck, Debussy. Szkoda, że nie znam żadnych treściwych i kompetentnych opisów- rozwinięć tego zagadnienia: jak Richter był "Wagnerianem".  Pewnie myślał o tej muzyce codziennie i musiały to być myśli i przeżycia najwyższej wartości.

Taki stosunek do Wagnera charakteryzował też muzycznego partnera Richtera: Dawida Ojstracha. W sumie jest też taki pozamuzyczny aspekt. Rosjanie dostali od Niemców wiadomego łupnia, Ojstrach to w dodatku żyd a jednak fascynowała ich tak germańska muzyka, tak nieprzyjemnie kojarzona z miłośnikami Adolfa Ha.


SCHUMANN

FaschingsSchwank aus Wien
(Italy, Oct - Nov 1962)
(Helsinki, 25 Aug 1976)
(Moscow, 10 Oct 1976)

Moscow, 10 Oct 1976

Nagranie które mnie intryguje to chyba ten koncert w Moskwie (10 Oct 1976). Słuchałem tego tylko w nagraniu magnetofonowym z TV. Niesłychanie muzykalne wykonanie, przekonujące- natchnione. Mimo niesłychanej brawury i burzliwości przeniknięte niezwykłą harmonią architektoniczną, pięknem kształtu, barwy i rysunku fraz. No i jako się rzekło naładowane eksplozywną energią, "swingiem" naturalnie wybuchającego toku frazy- rzecz charakterystyczna dla Richtera. No właśnie, to nagranie jest jednym z wielkich argumentów za Schumannem. Nie ma co kłócić się o hierarchie ale Schumann to jakby natchnienie Brahmsa. Mi kiedyś niektóre utwory Schumanna wydawały się bardzo Brahmsowskie. Dość szybko się zorientowałem, że jest odwrotnie. Miał siłę inspirowania Brahmsa, który był w niego zapatrzony. Jeszcze taka historia z wypowiedzi Pablo Casalsa, że Brahms prawie splagiatował koncert skrzypcowy Schumanna i z Joachimem ukryli oryginał (są sprzeczne opinie na ten temat). Nie lubię takich argumentów, ale wyobrażam sobie, że koniec życia Schumanna, to też pewien argument za głębią- wartością tej muzyki, zwłaszcza właśnie w obniesieniu do najgłębszych warstw wyrazu Brahmsa. 

Pamiętam za dawnych czasów taką rozmowę w radiu na temat dwóch wykonań FschingsSchwank Schumanna. Redaktor Jan Weber bardzo chwalił wykonanie Richtera a pan profesor Janusz Łętowski obstawał za wykonaniem Benedettiego. Poza tym trudno się było pozbyć wrażenia, że obaj mówią o swoich bardzo ważnych przeżyciach muzycznych- o takich specjalnych chwilach w życiu melomana. Nie słyszałem wykonania Benedettiego (zresztą prof. Łętowski mówił chyba o wrażeniach z koncertu). Słyszałem wykonanie Richtera, zresztą też- z pewnego względu- koncertowe. To był jeden z pierwszych razów, kiedy widziałem w telewizji "wideo" z koncertu Richtera. Był tam cały FaschingsSchwank aus Wien i bisy: świetny Debussy i preludium Rachmaninowa (dodałbym z naciskiem, że u Richtera to nieprzypadkowe zestawienie). Debussy'ego podobno złościło określenie "impresjonizm" na jego muzykę, Rachmaninow to podobne traktowanie muzyki. Potem słuchałem tego wiele razy- nagrałem ten koncert na magnetofonie. Wrażenie niesamowitej muzykalności i skończenie zamkniętej dopracowanej kompozycji robiła ta kreacja Schumanna. Wrażenie nieco podobne w swojej jakości do czegoś co ostatnio usłyszałem: nagranie Horowitza z 1966r. Fantazji w C Schumanna (Till:c++:-). Horowitz i Richter nawiązali coś w rodzaju kongenialnego dialogu z Schumanem, jakby kompozytor mówił z kompozytorem. Wykonanie Richtera zaprezentował w radiowej 2ce redaktor A.Sułek, który przy okazji przytoczył bardzo znamienne i ważne słowa Horowitza na temat Fantazji w C, po prostu motywem włączenia jej do koncertu, było jej wielkie, wyjątkowe piękno- "święta racja". Napewno to powiedzenie Horowitza przekłada się na jakość tego akurat wykonania- z wykonań, które w swoim cyklu zaprezentował red. Sułek, to było dla mnie zjawiskowe i najlepsze, niesamowita muzykalność i sugestywność połączona z czymś tu bardzo trudnym: wrażeniem, że tok tej muzyki był bardzo naturalny i czysty rytmicznie, frazowo [niekiedy przecietne wykonania Schumana robią pod tym względem wrażenie jakby niechlujnych i niedokomponowanych]. Dokładnie to co tu napisałem dałoby się odnieść do specyfiki tego wrażenia z koncertowego FaschingsSchwank aus Wien z Richterem.

Dla mnie jasne jest takie wrażenie, tą czystość rytmu i fraz osiągnęli nie przez zewnętrzne, "koncepcyjne" wypracowanie, szlifowanie- czyszczenie ale przez dobry słuch i muzykalność "na czysto muzyczne natchnienie Schumanna". Dla miłośników Bacha możnaby dodać, że Horowitz w tej łagodnie marzycielskiej Fantazji dodał coś jakby odwrotnego: wielką polifoniczną architekturę, złożoną i precyzyjną polifonię. Nie w postaci znajdowania nieznanych ciekawych korespondencji motywów, ale jako naturalną, natchnioną całość- kompozycję.

Wszystko to łączy się w takiej płycie CD z Richterem z serii "encore" EMI. Są tam: Fantasy in C, Faschingsschwank aus Wien i Papillons Schumanna. Niestety dwa pierwsze wykonania- bardzo dobre- nie mają tej zjawiskowości jaką mają wykonania opisane powyżej. Są nagrane we Włoszech i w Studiach (które u tych, którzy potrafią cieszyć się z The Beatles, wywołują żywsze bicie serca) Abbey Road w Londynie. No a na okładce genialna psina Nipper, wspaniałe godło serii His Masters Voice. His Masters Voice- jak tu nie lubić angielskiego humoru:)

Richter świetnie grał kwintet Schumanna. Z kompozytorów z "kręgu" oddziaływania Schumanna należałoby wymienić nieprawdopodobnie elektryzujące wykonanie koncertu Griega z Kondraszynem. Pod względem siły kojarzy mi to się z czymś zupełnie innym: tym słynnym nagraniem 3ciego koncertu Rachmaninowa przez Horowitza.


CHOPIN
Był świetnym wykonawcą Chopina. Moim zdanie znamienne jest to, że Richter pytany o Chopina często mawiał, że jest to muzyka religijna. Tu trzeba wspomnieć, że Richter taką ciekawą postać Marię Judinę uwazał za na poły dziwactwo. Chodzi o to, że religijność Richtera była czymś bardzo dyskretnym i osobistym.

Mam tylko dwie płyty Richtera z Chopinem ale obie są wspaniałe i dla mnie bardzo ważne i ciekawe. Pierwsza bardziej mi się podoba i wydaje mi się wprost niesamowita: 13 z 24 preludiów Chopina z Japonii. Druga to 4 scherza.

Dla kogoś kto interesuje się Richterem znana jest jego znamienna Chopinowska "antymetoda": improwizować wykonania tej muzyki. Nie uczyć się jej, uczył się tylko zgrubsza palcowania i nut, kształt i architektura powstawać miały ad hoc na koncercie. Niech otym pomyśli ktoś kto uważa, ze Richter może mieć odchylenia doktrynersko- profesorskie.

4 scherza słyszałem najpierw w radio. Nie tyle spełniało to wyobrażenia o późnoromantycznej dużej formie, co po prostu nią jest. Horyzont symfoniczny w fortepianie, niesamowite ewokowanie plastycznych wielkich perspektyw, obrazów. A wszystko to imanentnie muzyczne, osadzone w melodyjności, naturalnej, natchnionej kantylenie fortepianu. Małym i ciekawym smaczkiem było, że pierwsze wydanie płytowe tej kreacji widziałem na płycie winylowej z NRDowskiej Eterny.

Moja ulubiona płyta Richtera to takie dość opisywane np. przez ś. p. J. Łętowskiego nagranie 13 preludiów Chopina z Japonii lata 80te. Oprócz Mozarta nic mnie w tak gwarantowany sposób nie przenosiło w dotykalną muzyczną "metafizykę" (nie lubię tego pretensjonalnego słowa ale cóż...). Odlot bez względu na usposobienie w danym dniu i szarość dnia "Du holde Kunst". A znam te opisy Łętowskiego, też redaktora Webera. Że to ciężkie, chmurnobarwne i pesymistyczne. 
Mi nastrojowo to nagranie kojarzyło się dokładnie odwrotnie. Jak gdyby viaWagner barwne. Przez rodzaj kantyleny "jakby grała to bardzo wrażliwa piękna dziewczyna", taka uroda kojarząca się z mirażami impresjonizmu. Zewnętrznie, tak na "mędrcę szkiełko i oko" jasne że to przyciężkie brzmienie, to samo dałoby się powiedzieć o Richterowskim Debussy'm (który tak zachwycał np. Małcużyńskiego). Ale tylko zewnętrznie, dobre ucho, dobry sprzęt pokażą wiosenną lekkość tego piękna.
Chm Richter to bardzo duża uczciwość (czyli dyspozycyjna niezawodność natchnienia) życia wewnętrznego muzyki. Tak samo w tym Haydnie Richterowskim. To nie jest jak takie bezpośrednie dojście przez całą wymuskaną dźwiękową machinę. (z najlepszych agregatów Revoxa).


AKOMPANIATOR, PIEŚNI
Moje prywatne odkrycie (lub coś w rodzaju daltonizmu): uważam, że jakoś szczególnie dobrze działała na Richtera forma pieśni. Dla mnie jest to czymś wręcz zaskakującym i irracjonalnym. Sam należę do tego tabunu zadżumionych zepsutym powietrzem postponowania opery i śpiewaków z tenorami naczele oczywiście. Mam wrażenie, że jest to jakieś irracjonalne powinowactwo: jak Richter brał się za pieśni to wychodziło z tego coś nadzwyczaj spójnego, trafionego a jednocześnie jakby improwizacyjnego i natchnionego- pełnego inwencji. Myślę tu przede wszystkim o pieśniach Schuberta z Dieskau i o pieśniach Magelone Brahmsa i Wolfie. Jakoś mi nie leży Winterreise ze Schreierem chyba- śpiewak tam ma manierę nie pasującą do horroru wyrazu tych pieśni.

Redaktor Andrzej Sułek 2003-12-23 w audycji wigilia u Richtera pokazał słuchaczom efekty współpracy Richtera i Brittena nad Mozartem. Te trzy audycje 22go 23go i 24go to było arcydzieło zamykające cykl audycji o Richterze. Około świąt Bożego Narodzenia 2003r.


BACH
Jakoś sporo ludzi złości  Richterowskie nagranie Das Wohltemperiertes Klavier. Jest to dość dziwne, gdyż jest to nagranie nobliwe. Jak gdyby chciał powiedzieć daję wam to, co chcecie usłyszeć. Nie to co chcą usłyszeć mityczni konserwatywni profesorowie, ale melomani. Sam Bach przecież jakby badał te praobrazy, oczekiwania wyobraźni melomana: jak zrealizować śpiewność, burzliwość czy cały katalog archetypów. Badał to w utworach pedagogicznych, DWK na czele.

Pamiętam takie słowo wypowiedziane przez Richtera o Bachu: "przyroda". Jak wielu muzyków Richter dobrze się czuł wśród przyrody. Drugie skojarzenie w tym następstwie to "polifoniczne" obrazy Ciurlionisa tytułowane nazwami form muzycznycznych. Te obrazy są przeważnie "przyrodnicze", polifonie krajobrazów z rytmami drzew na różnych poziomach perspektywy, perspektywy powietrznej. Pamiętam taką szkolną wycieczkę za miasto i to piękne przeżycie skojarzenie: krajobraz, polifonia sonat Beethoven z płyty Gilelsa, i przestrzeń tych krajobrazów z muzyką i sensem obrazów Ciurlionisa. Krajobraz- muzyka.

Drugie proste skojarzenie DWK i przyroda. Chm, dla mnie te nagrania Richtera są jak wiosna, po prostu pogodne i jakoś ufne. Pełne pięknej nadziei, wiosenne, otwarte. Przypominają zdjęcia Richtera z lat 70tych, szeroki promienny uśmiech, pełnia życia. Mi to się kojarzy z perełką muzyki "new romantic", muzyka pop, utwór "Captain Of Her Heart" zespołu Double, płyta "Doublecity". Taki klimat, dyskretna poezja, zupełnie przeciwny profesorskiemu doktrynerstwu i dosadności, które ostatnio ten czy inny o teutońskim nazwisku chciałby tam wietrzyć...

Choć osobiście uważam, że sens Bacha to eschatologiczna wytrawność skrzypcowych sonat solowych, na granicy tego i tamtego świata. W podobnym stylu jest tom 2gi DWK, grany przez Richtera lżejszym i bardziej wytrawnym dźwiękiem.

I jeszcze taki prywatny zupełnie pokątny fakt: jak dostałem pierwszy winylowy komplet płyt z DWK w nagraniu Richtera? Czytałem wiele razy taką świetną książkę (gorąco polecam) Corredora "Rozmowy z Pablo Casalsem". Jest tam dużo kultowego entuzjazmu do DWK, co mnie zaciekawiło i pomyślałem o kupieniu płyty z tym utworem. Właśnie płyty a nie płyt, bo przypadkiem nie doszło do mnie, że to musi być więcej płyt, zwłaszcza winylowych. Wyobrażałem sobie: jedna płyta. Bardzo podziwiałem Richtera ale w ogóle nie kojarzyłem go z Bachem, barokiem i tym bardziej z DWK. Mój brat cioteczny studiował w Pradze, a wiedziałem, że czesi mieli świetne płyty, poprosiłem kuzyna żeby mi to znalazł. Nawet nie bardzo żeby kupił ale znalazł. No i cóż pewnego razu- zdążyłem w międzyczasie zapomnieć o tym zamówieniu- dostałem dwa duże pudełka 1. i 2. tom DWK w sumie 6 płyt i niespodziewanie z Richterem. Szczerze mówiąc w mglistych wyobrażeniach spodziewałem się raczej czeskiej klawesynistki i zbioru małych utworów typu inwencje czy sinfonie. Jak w komentarzu sportowym: "szkoda że państwo wtedy nie byli na moim miejscu". Rzadko się zdarza tak szczęśliwa niespodzianka w prezencie, tyle radości. Co miało echo w fakcie kiedy rok temu dostałem 4CD z tym samym nagraniem, też prawie w prezencie- DZIĘKUJĘ!

Moim zdaniem brzmienie winylowej wersji DWK z Richterem jest w zdecydowanie korzystny sposób bardziej delikatne niż to samo na CD. Poniżej post o tym zagadnieniu z forum radiowej dwójki, cenny post o Richterowskich wykonaniach Haydna:


HAYDN
Fortepian na CD brzmi z reguły wyjątkowo podle. Niestety, dawne winyle też się bardzo zestarzały i nie przedstawiają już tego poziomu jakości co kiedyś. 
Prezentowane nagrania Richtera, to jedne z lepszych wykonań i nagrań Haydna, jakie słyszałem. Pochodzą z dwóch płyt firmy DECCA. Sonata As-dur jest nagrana w ADD, natomiast Sonata Es-dur - w DDD (ciekawe czy zauważyliście Państwo jakieś różnice w brzmieniu). 
Ja bardzo wysoko cenię (wbrew niektórym opiniom) wykonania węgierskiego, nadwornego pianisty NAXOS-u - Jeno Jandó. Nagrał on dla tej wytwórni między innymi 9 płyt z Sonatami Haydna, poczynając od najpóźniejszych, a kończąc na młodzieńczych. Można dzięki nim prześledzić niezwykle długą drogę, jaką odbył ich twórca w tym gatunku, zachowując przy tym własny, niepowtarzalny styl. 
Pozdrawiam wszystkich miłośników Haydna. ( Gość: M., 17.10.2003 11:15 )

Kontynuując temat Haydnowskich kreacji Richtera, po wysłuchaniu dzisiejszej audycji nasunęły mi się takie oto refleksje. Wspomniane przeze mnie dwie płyty CD firmy DECCA, z których pochodziły prezentowane sonaty, nagrane są ze stosunkowo niskim poziomem głośności oraz z zawężonym pasmem częstotliwości od strony tonów wysokich. Wymagają zatem przy odtwarzaniu dość znacznego wzmocnienia tych częstotliwości, co prowadzi niestety do jednoczesnego wzmocnienia szumów, pochodzących prawdopodobnie z niezbyt dobrej jakościowo taśmy, na której (niestety) utrwalono audycję. W efekcie muzyka staję się mało wyrazista, a nieprzyjemny szum dodatkowo utrudnia jej percepcję i nie pozwala delektować się wyborną interpretacją Richtera. Proszę mi wierzyć - zupełnie inaczej odbiera się tę muzykę bezpośrednio z płyt. Cudowna Sonata C-dur (Hob. XVI:48), w swej I części epicka w charakterze, a "jesienna" w nastroju przywodzi mi na myśl podobne "jesienne" utwory Mozarta (Rondo a-moll KV 511, Adagio h-moll KV 540). Jednak największe wrażenie wywarła na mnie, nadana jako uzupełnienie, I część Sonaty D-dur (Hob. XVI:24), pochdzącej prawdopodobnie z płyty Supraphonu. To istny fajerwerk, pozostający jednak w każdym momencie pod czujną kontrolą Richtera, który w tej kreacji nie ma sobie równych. Tu dźwięk fortepianu docierał do słuchacza bez przeszkód, dzięki znacznie lepszej jakości nagrania. Szkoda, że nie mogliśmy usłyszeć tej sonaty w całości.( Gość: M., 18.10.2003 23:32 ) 


RACHMANINOW
Niezwykłe wydają mi się późne nagrania utworów Rachmaninowa. Zwłaszcza etiudy-obrazy, to prawie muzyka współczesna. Jak instrumentalizm, wynalazczość w dziedzinie artykulacji może służyć czysto muzycznej innowacyjności: natchnieniu. To podobny paradoks jak u (zwłaszcza)Paganiniego czy Liszta. Coś co często kojarzy się z efekciarstwem bywa drążeniem "mechaniczno- akustycznej" specyfiki instrumentu w celu znajdowania muzykalności, natchnienia. W tych etiudach-obrazach jest coś absolutnie orginalnego, odkrywczość wynikająca nie tyle z wyobraźni  w rozwoju harnonii ale z bardzo skutecznej (nie poszukującej a znajdującej) innowacyjności w znajdowaniu nowych możliwości instrumentu. Gra w tej innowacyjności samo natchnienie, a nie manifestacyjna koncepcyjność. Nie tylko tytuł: kartiny- obrazy: to jest niezwykle podobne do mechanizmów "postępu" w malarstwie, gdzie łatwiej jest o fantazję i nowe drogi w technice.


strauss świętochowski prokofiew bartok pozytywiści