Rozmiar: 8054 bajtówCzasem mi się wydaje, że wielkie figury to trochę przeżytek. Nawet Bach i te obchody okrągłych rocznic. Czy Mozart zresztą też.
I jasne że nie chodzi o wartość muzyki, nie jest zawyżona. Tylko o kreowanie jakby nadludzi. Wolałbym aby to było bardziej w humorze jazzu. Nie oznacza to lekkomyślności.
Właśnie ten współczesny typ wielkości- wielkości i bezpretensjonalności jednocześnie- kojarzę z postacią Witolda Lutosławskiego.

Lutosławski to raz te francuskie tytuły i wpływy. No właśnie ale francuska muzyka nie musi oznaczać tego krzywienia się Prokofiewa na miękkość kręgosłupa. Zmysłowość i racjonalizm ma charakter jakby snycerski, twardy. Pełnia kolorów witraży. Brak czułostkowości dodaje krzepiącego obiektywizmu- to co piękne wydaje się powszechne. Ta romańska poetyka codzienności z postimpresjonizmu. Ten kierunek myślenia- sens i smak muzyki francuskiej i romańskiej to- jakby ktoś chciał- jeden z niewielu: klucz do tej twórczości i uczciwe, prawdziwe ułatwienie. Ułatwienie zgodne z treścią i prawdą tej muzyki, choć oczywiście nie zamykające w sobie obszaru: Lutosławski. Lutosławski ma tą siłę w muzyce na skalę sonat Bacha, ale nie ma koturnu. Przez parę dekad będzie sporo ludzi którzy go widzieli i słyszeli jako człowieka. To taka podobnie krzepiące realnością odczucie jak widzieć naprawdę z najwyższej półki matematyka, człowieka naszych czasów.

Typ autorytetu i wielkości muzyki jaki mi się kojarzy z sonatami Bacha. Wolałbym aby to było rzeczywiście pozbawione "nadwartościowości". Tak jak w jazzie, gdzie jest mnóstwo genialnych postaci o których nie mówi się "wielki", po prostu mają jakość natchnienia i techniki a są jakby zwykłymi sąsiadami, zwykłymi ludźmi. Ale muzyka, sama muzyka Lutosławskiego ma w sobie taką siłę: "Typ autorytetu i wielkości muzyki jaki mi się kojarzy z sonatami Bacha." Sama postać Lutosławskiego ma jednak tą normalność i naturalność jaka przystoi "niszowości" muzyki współczesnej. Choć co będzie dalej? Dziwne losy recepcji choćby takich postaci jak "Małysz", "Papież" są przestrogą. Jako się rzekło jednak muzyka współczesna to nisza, nie to co ogólnodostępne medialnie sport, religia.


 Idąc od błędów w odbiorze- są bardzo ważne i niepokojące: ja tam widzę takie dwa dziwne zaciemnienia:

 1. niepotrzebne mylenie autorytetu osobowości Lutosławskiego i siły wyrazu autorytetu życia jego muzyki, ta muzyka ma bardzo ważny swój naturalny autorytet i etos, czysto rdzennie muzyczny- nie z osobowości [taka pozytywna alienacja]

 2. to nie jest cyzelator (Adam Słodowy muzyki :-)("mylące jest to podkreślanie rzucającej się w oczy doskonałości warsztatu"), niezależnie od ogromu rezultatu wielkiej pracy i 2wiedzy, to emanacja natchnienia i intuicyjnej mądrości


Albertta Roussela 3 Symfonia i Sinfonietta- to jest arcyważny wątek. Nie tylko ze względu na anegdotyczną siłę kojarzącą Brahmsa z Debussym (coś podobnego jak u Francka), ale przez siłę moralną muzyki- jak z najlepszego jazzu, moralność czystych osiągnięć.
Wydaje mi się, że mylące jest to podkreślanie rzucającej się w oczy doskonałości warsztatu.
Ważny jest wyraz, te kulminacje jak u Ravela. Wspomnienie Lutosławskiego o 3 symfonii Szymanowskiego- też podobny rodzaj kulminacji. Szacunek i szczególne miejsce dla ostatnich kwartetów i sonat fortepianowych [Hofmann] Beethovena. TEN wyraz i typ duchowości i emocjonalności połączony z typem autorytetu muzyki (naprawdę zupełnie niezależne od autorytetu osoby).


Lutosławski o muzyce:

"Jestem zwolennikiem jak najszerszego użycia słowa "inspiracja" czy "natchnienie", chociaż to słowa brzmiące dziś nieco staromodnie i bywają ironicznie przyjmowane przez wielu ludzi, łącznie z treściami jakie się pod te słowa podkłada.
Mimo to będę się upierał, że wszystko co jest w sztuce wartościowe, musi być rezultatem stanu ekstazy, posiadania pewnych mocy, które w powszednim biegu życia nie są udziałem człowieka. człowiek jest zdolny tworzyć dzieła artystyczne tylko wtedy, gdy wyrasta niejako ponad siebie samego i staje się czyms wyższym, lepszym, bardziej wydajnym. Są to stany związane z podświadomością każdy autentyczny artysta doskonale zdaje sobie z tego sprawę."

Trochę muzyki, którą Lutosławski uważał osobiście za najbardziej poruszającą: 

Strawiński
Okeghem msza Mi- mi
Peleas i Melisanda
"kilka ostatnich kwartetów Beethovena"


Nawiązując do powyższych słów Lutosławskiego starałem się parę osób w necie zagadnąć co sądzą o takich słowach jak "mistyczny", "metafizyczny"
[ze szczerym zapewnieniem, że nie lubię tych słów i że uważam je za niezręczne]
w odniesieniu do  muzyki W. L.. 
W tej samej intencji zadałem też pytania o semantyczną zawartość tej muzyki (prawie: co autor chciał przez to powiedzieć). Takie "pukanie do nieba bram".

Te pytania są dla mnie  najważniejsze i nie niemożliwe. Odpowiedź jest w cytowanych powyżej słowach Lutosławskiego.

"Mistyczny", "metafizyczny"  to zastępcze słowa "wytrychy", z innych dziedzin. Te inne dziedziny to oczywiście filozofia, religia. Używane w nieswoim obszarze, bo do opisu muzyki.
A w muzyce okreśają najczęściej konkretny sposób wyrazu piekna zwykłego, samowystarczalnego dźwięku, muzyki dla muzyki. Rodzaj sugestywności. Technologia budowania  sugestywności piękna.


Takim ciekawym pytaniem o muzykę było co tam się dzieje w koncercie wiolonczelowym. W tych bardziej dramatycznych, konfliktowych fragmentach. Oczywiście w takim mniej dosłownym znaczeniu. Nie jako typ akcji, ale jako odniesienie do tego "stałego fragmentu gry" w obszarze muzyki "okołododekafonicznej" z wielkiej tradycji Mahler- Schonberg. Te stałe obszary bezpośredniego paranoicznego tragizmu [Wozzek, symfonia Leningradzka Szostakowicza]. Potrzeba "przezwyciężenia", wzięcia w nawias, coś czego początkiem była ta krzepka postawa Ryszarda Straussa. Ani Strauss ani Lutosławski nie unikają takich archetypów jak konflikt, tragizm, dramat; ale u nich nie ma w tym dogmatycznego, ciasnego fatalizmu.


Język francuski- ulubiony z tych, którymi władał P.Pears. "Lubię język francuski w śpiewie, jego prozodię z akcentem na ostatniej sylabie słowa. Z języków, jakimi włada Peter Pears, Francuski jest mi bezwzględnie najbliższy."

"T.K.:Dostępne u nas encyklopedie- m. in. także francuskie- nazwiska tego poety nie wymieniaja.
W.L.:Utwór Chabruna ukazał się w czasopiśmie "Poesi" w 1947 roku pod tytułem "Quatres tapisseries pour la Chatelaine de Vergi"
Historia przygód W. Lutosławskiego z językiem francuskim, teksty jakie wybierał, to lekarstwo na wyobrażenie o francuskim jako o języku zmanierowanych hrabianek. Zbiór przekładów tych tekstów byłby niezłym przybliżeniem aury tej muzyki.


Haydn dla Lutosławskiego wzór rozgrywania dramaturgii utworu. Wpływ Haydna lub też całkiem niezależna analogia istotne podobieństwa między tymi światami muzycznymi. Stanisław Skrowaczewski- dyrygent dla którego obaj "bohaterowie" są szczególnie ważni. Haydn to taki szczególnie dyskretny, nieostentacyjny sposób emanowania głębią muzyczną, osadzony w samym dźwięku a przecież pociągający i głęboki [dla Skrowaczewskiego?] nie mniej niż Bruckner z jego prawie mistycznym szaleństwem. Styl dystansu- braku ostentacji i styl HUMORU ma w sobie coś z angielskiego odosobnienia, pogody dystansu w przeżywaniu nawet tragicznych odczuć. Jasność, elegancja, "gentle" - to samo znajdujemy przecież u Lutosławskiego. W takiej kochanej książeczce "Rozmowy z Pablo Casalsem" jast taki pojedyńczy dialog: Haydn to tylko koperta, której zawartość pokazał dopiero Mozart. Sens tego cytatu tkwi w odpowiedzi Casalsa na tą próbę wygrywania Mozarta kosztem Haydna (stara sztuczka obecna i w innych nazwiskowych konfiguracjach). Casals powiedział: to nieprawda, Haydn jest nie mniejszym światem niż Mozart. Z Lutosławskim- kto zechce to rozstrzygać- będzie pewnie ten sam kłopot co z rozstrzyganiem o sensie sugestywności Lutosławskiego. Tu także głębie nie mają tej ostentacji jak ze światów dodekafonicznych, Przybyszewszczyzny starej i nowej. Ale są w nie mniejszym wymiarze.


Tu pozwoliłbym sobie na jeszcze bardziej odległą korespondencję, jest ona chyba jednak przybliżająca, bo dotyczy spraw łatwiej uchwytnych: słów i malarstwa. Taki charakter: Wiesław Juszczak. Pan, który pisze o malarstwie (świetna książeczka o postimpresjoniźmie). Ten rodzaj podejścia do tego co głębokie, dionizyjskie, ciemne. Podejście naturalne, pogodne w sposób współczesny dzielne i naturalne. Aby nie była to zbyt odległa korespondencja: przy Lutosławskim warto sobie zdać sprawę z tego czym jest muzyka współczesna. Czym jest muzyka współczesna? Uważam, że jeszcze aktualna a stale wartościowa definicja zawiera się w tym opisie, który Juszczak dał na malarstwo współczesne "postimpresjonistyczne". Ta definicja z pierwszego rozdziału książeczki "Postimpresjonizm" jest prawdziwa nie tylko dla malarstwa współczesnego ale i dla muzyki współczesnej. Definicja "przewrotu postimpresjonistycznego". Dalsze (czy przypadkowe) korespondencje: siłą rzeczy książka "Postimpresjonizm" jest owiana sympatią dla sztuki francuskiej, romańskiej; Juszczak to człowiek, któremu bardzo wartościowe, na poły entuzjastyczne felietony w "Ruchu Muzycznym" poświęcił Bohdan Pociej.


Dwie drogi muzyki współczesnej. Wiedeńska szkoła Schonberga- zakorzenienie w Mahlerze. Kompozytorzy nawiązująccy do wiedeńskiej szkoły dodekafonicznej tworzą bardziej czytelną grupę. Są zakorzenieni w tradycji Mahlera, która jest nieco łatwiejsza do opisania- tym bardziej, że w tradycji tej głębiej uczestniczy literatura, poezja, psychologia przełomu wieków XIX/XX. [kiedyś czytałem wspomnienie świadka takiego prywatnego, niezobowiązującego gestu, prywatnej rozmowy po wysłuchaniu radiowej audycji- wykonania Mahlera, czy Szostakowicza- "skrzywienie: to pustka, tam nie ma absolutnie nic", albo że sonata Czajkowskiego jest po prostu nudna] Tradycja dodekafonii miała wręcz osadzenie społeczno- historyczne, polityczne. Tradycja Schonberga jest oczywiście kontynuowana, też w Polsce. A poza Polską, choćby ogólniedostępne nagrania Bouleza, do których nie trzeba przekonywać. Lutosławski werbalnie jakby odrzucał to dodekafoniczne dziedzictwo. To odrzucenie dotyczyło jednak bardziej zawartości duchowej, psychologicznej, gdyż elementy gramatyki serialnej były przez Lutosławskiego naturalnie doceniane i w przetworzeniu- niedoktrynersko stosowane w twórczości. Nasuwa się tu analogia do Chopina, właśnie w odniesieniu do powyższych zdań o nawiązaniu do dodekafonii. Chopin uważał, że Beethoven jakby posunął się za daleko, w przeciwieństwie do Mozarta, który nigdy nie łamie reguł muzycznego kosmosu (w znaczeniu subiektywnym oczywiście). A sonata b-moll, którą tak demonicznie grywać miał Przybyszewski? Kwestia indywidualnego przetworzenia, własnego dystansu. Mimo że odbiega od Chopinowskich wzorców Bach- Mozart. Znamienne jest, że zwłaszcza o tej- prawie ekspresjonistycznej- sonacie Lutosławski wypowiedział tak mocno aprobujące zdanie: "Pierwsza część sonaty b- moll jest dla mnie potęgą- jak rzeźba w skale. To się daje porównać chyba tylko z pierwszą częścią V Symfonii Beethovena. Ten fragment dzieła Chopina jest- w moim przekonaniu- równy najwyższym wzlotom, jakie osiągnęli tacy kompozytorzy jak Beethoven." Czyli to odrzucenie działalności dodekafoniczno- ekspresjonistycznej przez Lutosławskiego ma walor naturalności a nie doktrynerstwa- to jest oczywiste. Jest to też niezła ilustracja w jaki sposób kompozytor przetwarza dziedzictwo przeszłości.


CHOPIN

Dalej, Lutosławski o opisywaniu fenomenu Chopina: "Nie jestem w stanie określić tego słowami, ale sądzę, że gdybym posiadał więcej wyobraźni słownej, udałoby mi się opisać to, co mam na  myśli. Wolę jednak nie dotykać tych rzeczy w sposób improwizowany, nieudolny, ponieważ jest to materia niezwykle delikatna"

"Preludium fis- moll uważam za absolutny cud; coś co się nie zdarza nigdzie i nigdy, czego nikt nie napisał i prawdopodobnie nigdy nie napisze. To daję jako przykład, bo takich momentów w muzyce Chopina jest wiele"

"Szczególnie bliski stosunek łączy mnie z ostatnimi utworami Chopina takimi, jak Polonez-fantazja, IV Ballada, jak również Sonata wiolonczelowa, której pierwsza część jest dla mnie muzyką ogromnie wzruszającą."

Powtórzę ten cytat: "jest dla mnie muzyką ogromnie wzruszającą." [sonata wiolonczelowa Chopina], bo czasem trudno się pozbyć nalotu tego stereotypu, że kompozytor muzyki nietonalnomelodycznej to enigma wyzbyta z naturalności- oczywiście tak nie jest.

Te cytaty jak i poniższe z "Rozmów z Witoldem Lutosławskim" Tadeusza Kaczyńskiego:

"T.K.: Jakie utwory Chopina uważa Pan za najbardziej rewelacyjne w sensie "przyszłościowym"?
W.L.: ...istnieją pewne stronice czy miejsca utworów Chopina, które choć niepodobne w szczegółach, w tematyce czy nawet w fakturze, mają jako źródło coś wspólnego. Dla zidentyfikowania tych momentów mogę wymienić na przykład Preludium D-dur albo jedno ze zdań Scherza E-dur, to, w którym głos górny prowadzony jest w ćwierćnutach z kropką. Szereg takich miejsc znajduję także w etiudach."


Ze spraw kuriozalnych- czytałem na forum 2ki wypowiedzi wprost "włażące na familię", niestety w TV nieopatrznie można było usłyszeć o pewnych perypetiach z faktem zawarcia małżeństwa. Ja osobiście raz na własne oczy widziałem po koncercie przy rozdawaniu autografów jak W. Lutosławski był obok swojej żony- po prostu i bez żadnych podtekstów: ci państwo wyglądali bardzo sympatycznie i szykownie- taka miła migawka mej pamięci. Dlaczego o tym wspominam? W artykule pani Doroty Szwarcman w Onetowej "Polityce", było takie ostrożne sformułowanie, że Lutosławski miał swoje "image" i o nie dbał, a potem pani Szwarcman wymieniła parę tych cech Lutosławskiego: "nienaganne maniery, dobry smak, elegancja języka, poczucie taktu i umiaru, przywiązanie do wartości". To drobne słowo "image"... Do czego dążę? ano do tej "familii". Nawet jak  to będą komplementy, to czy powinno się to wspominać? Cechy charakteru Lutosławskiego wynikały chyba z takiej cennej wartości jak "kindersztuba", okropna kalka językowa ale trudno znaleźć lepszy wyraz. Zwłaszcza w tej rodzinie panował chyba tego typu etos- niesamowite wykształcenie rodziców np., zagraniczne uczelnie. No cóż nie jestem znawcą tych spraw, ale chyba we wrocławskiej księgarni wydawnictwa "Ossolineum" widziałem książkę o Lutosławskich. Gdyby to była moja profesja (muzyka) a nie hobby, to postarałbym się rozwinąć wątek np. tych "prawicowych" księży o nazwisku Lutosławski o których można pisać z prawdziwym szacunkiem i na poważnie. Fascynujący jest ten wątek bliskiej przyjaźni Lutosławskich i Romana Dmowskiego- bardzo ważna i mądra postać. Oczywiscie nie ma bezpośredniego i pośredniego przełożenia idei tych osób na światopogląd Lutosławskiego, myślę że taka niezależność byłaby nawet ważna dla samego kompozytora


Pieśni masowe i socrealizm. Rok 2004 sejm RP uznał za Rok Lutosławskiego. Ile ludzi będzie o tym wiedzieć? Rok 2004 jest jednym z najgorszych w finansach państwa. "Samoobrona" [to taka "Solidarność" naszych czasów- każdy ma taką na jaką zasługuje; pan Andrzej Lepper ma nawet podobny sposób traktowania polszczyzny jak Wałęsa, no może widać pewien postęp, dobrze przynajmniej, że samoobrona nie jest dotowana i wspierana przez zachodnie agencje] w odnośnych obradach sejmowych żachnęła się, że może lepszy byłby rok bezrobotnych- szkoda że to tylko żachnięcie. Lata Polski Rzeczpospolitej Ludowej byłyby pewnie bardziej hojne dla takich inicjatyw jak "Rok Lutosławskiego"- obecnie pieniędzy na kulturę jest coraz mniej- ostatnio odebrano część na umierający etos PKP. Prawie w tym samym tygodniu kiedy zaczęły się obchody roku Lutosławskiego mieliśmy doczynienia z bardziej ważną akcją "ratujmy siłę złotówki". Obie akcje mogą się nie udać.



Poniżej zbiór postów z forum radiowej dwójki z ciekawego wątku o Lutosławskim

inicjatorem tego wątku był autor pierwszego postu Sławek Wieczorek

no właśnie Sławek jest autorem pierwszej strony o Witoldzie Lutosławskim w WWW, świetnej strony, która do dziś bardzo mi się podoba i jakoś nie mniej niż jej oficjalna druga wersja
http://republika.pl/witold26     http://www.lutoslawski.org.pl

posty jak posty- coś w nich jest: amatorstwo ma swoje ZALETY, podoba mi się to co napisali nieznani mi "goście" forum radiowej dwójki, nie ma tam daty urodzenia i innej nieistotnej faktografii [orientacje seksualne, lewicowe i osobiste urazy], są za to sympatyczne błędy ortograficzne

w tych postach jest to co najważniejsze: prywatna wiedza konsumenta muzyki, duża wiedza, Lutosławski sobie bardzo cenił "posty"- listy od prywatnych melomanów, czyli po prostu rzeczywisty odbiór muzyki, w pewnym sensie był przede wszystkim melomanem, przy całej sztuce koncentracji nad własną pracą


Lutosławski - nowe ksiązki [i nie tylko]

hej, miłośnicy Księcia Muzyki Witolda Lutosa Wielkiego ;-))) dwie ksiązki się ukazały o nim w ostatnim czasie - wywiady z I. Nikolską z lat 90-tych, oraz "biblia" Lutosławskiego - książka państwa K. Meyera i D. Gwizdalanki - ktoś już czytał? jakieś opinie, ja na razie widzę że diabelnie droga ta druga ksiązka [60 zł!!! ;-(] a to tylko I tom - w ogóle ostatnia Lutos na topie - Towarzystwa urochomiło stronę, www.lutoslawski.org.pl... - nowe 3 płyty z muzyką: Naxosu przedostatni wolumin z NOSPR-em, Harmonia Mundi wydała Subito i Partitę a POlskie Radio - płytę z koncertem wiolonczelowym i tak ma być! czekam na komplet piosenek dla dzieci + wszystkie drobne utworki [Przeźrocza, Tarantella, Sonata na fort. itp. ]

w ogóle co myślicie o muzyce w.l. - jakie utwory najbardziej cenicie - dla mnie większośc jest na najwyższym poziomie artystycznym, ale 3 kompozycje to już absolutne hity - Muzyka żałobna, która jest największym arcydziełem muzyki XX wieku!, Kwartet smyczkowy i IV Symfonia, której nikt nigdy nie zrozumie, bo to tajemnica wielka! a jakby co najlepsza książka o Lutosławski to Pocieja książęczka z lat 70! pozdrowienia ;-))))

( Gość: saw, 31.10.2003 18:16 )


tak, jak juz pewnie wielu zauważylo, dla nas, milosnikow muzyki wspolczesnej bogiem jest Lutoslawski, praktycznie nie ma w moim odczuciu poza Bachem w tak oczywisty sposob wybitnej postaci. Kazdemu przeze mnie lubianemu kompozytorowi moge cos zarzucic, Pendereckiemu, Wagnerowi, Sikorkiemu, Szalonkowi.... bardzo wysoko cenie tych tworćow, ale jedynie Lutosowi i Bachowi nie jestem w stanie postawic zadnych zarzutów, jest dla mnie absolutnym mistrzem. Bardzo wysoko ceniąc Szymanowskiego i wierząc ze Chopin jest czyms wiecej niz mi sie teraz wydaje (bo zauwazylem ze wielu 'doroslo' do Chopina - swiadczy to o tym ze moze jeszcze nie slysze 'tego czegos') nie jestem w stanie na przestrzeni polskiej muzyki postawic kogos wyzej od Lutoslawskiego. Jest moim muzycznym Bogiem :) - a w muzyce chyba jestem politeistą : Bach i Lutos :-)

( Gość: Konrad., 07.11.2003 18:39 )


Czasem mi się wydaje, że wielkie figury to trochę przeżytek. Nawet Bach i te obchody okrągłych rocznic. Czy Mozart zresztą też. I jasne że nie chodzi o wartość muzyki, nie jest zawyżona. Tylko o kreowanie jakby nadludzi. Wolałbym aby to było bardziej w humorze jazzu. Nie oznacza to lekkomyślności. Lutosławski to raz te francuskie tytuły i wpływy. No właśnie ale francuska muzyka nie musi oznaczać tego krzywienia się Prokofiewa na miękkość kręgosłupa. Zmysłowość i racjonalizm ma charakter jakby snycerski, twardy. Pełnia kolorów witraży. Brak czułostkowości dodaje krzepiącego obiektywizmu- to co piękne wydaje się powszechne. Ta romańska poetyka codzienności z postimpresjonizmu. Lutosławski ma tą siłę w muzyce na skalę sonat Bacha, ale nie ma koturnu. Przez parę dekad będzie sporo ludzi którzy go widzieli i słyszeli jako człowieka. To taka podobnie krzepiące realnością odczucie jak widzieć naprawdę z najwyższej półki matematyka, człowieka naszych czasów. Wydawało mi się, że mylące jest to podkreślanie rzucającej się w oczy doskonałości warsztatu. Ważny jest wyraz, te kulminacje jak u Ravela. Wspomnienie Lutosławskiego o 3 symfonii Szymanowskiego- też podobny rodzaj kulminacji. Szacunek i szczególne miejsce dla ostatnich kwartetów Beethovena. TEN wyraz i typ duchowości i emocjonalności połączony z typem autorytetu muzyki (naprawdę zupełnie niezależne od autorytetu osoby). Typem autorytetu muzyki jaki mi się kojarzy z sonatami Bacha. Idąc od błędów, ja tam widzę takie dwa dziwne zaciemnienia 1. niepotrzebne mylenie autorytetu osobowości Lutosławskiego i siły wyrazu autorytetu życia jego muzyki 2. to nie jest cyzelator ("mylące jest to podkreślanie rzucającej się w oczy doskonałości warsztatu"), niezależnie od ogromu rezultatu wielkiej pracy i 2wiedzy. Albertta Roussela 3 Symfonia i Sinfonietta- to jest arcyważny wątek. Nie tylko ze względu na anegdotyczną siłę kojarzącą Brahmsa z Debussym (coś podobnego jak u Francka), ale przez siłę moralną muzyki- jak z najlepszego jazzu, moralność czystych osiągnięć. (1. Lutosławski świetnie mówi o materii muzyki Chopina 2. Lutosławski w jednej z wypowiedzi przedstawił taki łańcuszek nazwisk: Hofman, Casadesus, Richter i... Zimermann, jako rodzaj wykonawstwa, który mu odpowiada)

( Gość: marek 04.11.2003 21:36 )


Hmmm....

Z Lutosławskiego cenię: Preludia i fugę, Łańcuchy, Koncert wiolonczelowy, III Symfonię, Partitę, czyli okres późny. Dodatkowo Gry weneckie.

Mam bardzo dwuznaczną ocenę Muzyki żałobnej. Moim zdaniem całość nie jest spójna. Zagęszczenie głosów w pierwszej części utworu robi na mnie jednak duże wrażenie.

Wczoraj po Muzyce żałobnej włączyłem Lux Aeterna Ligetiego i ciarki na skórze ...

Moim zdaniem Lutosławski to najwybitniejszy komozytor polski.

Lutosławski miał trudne życie, nie zapominajmy. Żył w zadżumionych czasach. W innych warunkach, myślę, mógłby zrobić ...

( Gość: Wojtek J, 06.11.2003 12:28 )


Głupio, że się wtryniam i zaraz ktos mi przywali. Ale fakt - masz rację! To jest muzyka klasyczna i świeża... Zawsze kojarzyła mi się z czymś krystalicznym i gorejącym zarazem... Nic wiecej nie powiem, bo babom w kościele nie wolno wydawać głosu!

( KAŚKA, 02.11.2003 20:09 )


"krystalicznym", fajny przymiotnik o poranku

"TRZY POEMATY HENRI MICHAUX Jest to jedyny chóralny utwór Lutosławskiego, który on sam zaliczył do kręgu swoich najważniejszych kompozycji."

a na płycie dźwięk jest okropny, myślę o tej serii polskich nagrań

no właśnie- chodzi mi o takie porównanie- węgrzy za "winylowych" czasów wydali fantastyczną edycję dzieł wszystkich Bartoka, i żal, że nasze firmy nie pokusiły się o podobny poziom edycyjny; przecież węgrzy też byli wtedy pod uciskiem reżymu komunistycznego a jednak...

fakt, Bartok to kompozytor uznany i może koszty tej świetnej edycji nawet się jakoś zwróciły

świetne tam były broszury do tych płyt, bardzo dobre poligraficznie archiwalne zdjęcia w dużej ilości i smacznie dobrane; dobre opisy, przykłady nutowe

można to zobaczyć choćby we wrocławskiej fonotece w rynku a zapewne i po różnych "fonotekach" uczelnianych

( Gość: marek+, 23.11.2003 07:14 )


post powyższy był do Kaśki (ciekawe jakie naprawdę jest imię? jankoM? :-D) w tym forum skrypt dość nieoczekiwanie rozmieszcza te odpowiedzi

"TRZY POEMATY HENRI MICHAUX Jest to jedyny chóralny utwór Lutosławskiego, który on sam zaliczył do kręgu swoich najważniejszych kompozycji."- muzyka chóralna to działka, która świetnie się realizuje w muzyce współczesnej; może przez ten odcień arkadyjski...

( Gość: marek+, 23.11.2003 07:19 )


ten bartok...

lutosławski napisał mniej objętościowo muzyki od bartoka

można by się pokusić o wydanie dzieł wszystkich

wiem wiem, że to się łatwo pisze...

( Gość: marek+, 23.11.2003 07:29 )


No cóż, czuję się dowartościowana! Dzięki!

Serię Bartoka na Hunagrotonie znam, trochę mam (napisałabym "sporo" - ale to olbrzymia seria, więc tylko "trochę"), w wolnych chwilach słucham sobie spoza tej serii (ale nie wytwórni) "Mikrokosmosu" D. Rankiego. Węgrzy mieli sporo dobrych nagrań, także historycznych (Klemperer), sporo licencyjnych... Ale to se ne vrati... Instytut Wegierski, sympatyczna Pani Błażewicz.... I nagrania, od których oczy wyłąziły, uszy doznawały rozkoszy... A teraz co? Jakas Decca, EMI, Philips, RCA, BMG, DG, Harmonia Mundi... Imperialiści w natarciu na nasze kieszenie, serca i umysły... Ale - niech im będzie, niech znają moje chrześcijańskie serce... Znajomi wiozą mi kilka dvd z muzą - takie sobie drobiażdżki w ramach postępu technicznego.... @;o)))

( KAŚKA, 23.11.2003 13:05 )


niektóre rzeczy z socrealizmu mają podobny arkadyjski klimat do rousela i muzyki z tego kręgu romańskiego [nawet u mesiaena], np. DEJNEKA gra czystą formą, i nic to że w treściach czerwony (?), zresztą u wielu uczciwych ludzi z tym wiązało się "marzenie" o arkadii, w sztuce nie jest to szkodliwe

DEJNEKA jest wielki

( Gość: marek+, 21.11.2003 17:39 )


 

Z duchem aleatoryzmu kojarzyłbym "taneczne" akwarele Rodczenki. To podobny pogodą duch. Choć u Lutosławskiego jest też walka, starcie; w muzyce.

( Gość: red, 01.12.2003 18:00 )


a na serio:

co sądzicie o takich "pociejowskich" przymiotnikach dotyczących lutosławskiego: metafizyczny, mistyczny

ta wypowiedź lutosławskiego o potrzebie wyższych stanów psychicznych, natchnienia, jego podziw dla ostatnich kwartetów beethovena [co przyszły narybek :) muzykologiczny sądzi o tych kwartetach?]

metafizyka mi się kojarzy z artykułami brzozowskiego, który bardzo rzeczowo krytykował te skłonności w "czcicielach tajemnic"

ja osobiście te treści dobrze kojarzę, często stoi za tym natchnieniem [które nie lubi leniwych] wielka praca ze świetnymi rezultatami

nie lubię natomiast brzmienia [?] samych tych wyrazów

( Gość: marek-, 27.11.2003 11:44 )


Tak, romantyczne konotacje słów 'mistyczny' i 'metafizyczny' kojarzą mi się z tym, co najgorsze, nie cierpię ich. Z drugiej strony pewne najistotniejsze wartości sztuki się bez nich nie obędą, tzn. nie sposób nazwać ich inaczej. (O napięciu pomiędzy mistyką i praktyką patrz>> A. Banasiak, http://www.tchu.com.pl/wydawnictwo/tchu_banasiak.htm - człowiek z mojej stajni, tzn. koleś i poplecznik ;-) Jakikolwiek romantyczny gest odnoszący się do 'tego, co metafizyczne' musi budzić moje obrzydzenie. Nowoczesne rozumienie tych pojęć musi się godzić z naszą już nie tyle zracjonalizowaną, co 'zinformatyzowaną' świadomością. Zresztą z romantyzmu ostał się jeno kicz w tzw. życiu (co innego muzea). 'Metafizyka' w nowej myśli i sztuce? Lutosławski i Messiaen w muzyce. W rozważaniach R. Barthesa o fotografii. Osobliwe argumenty Wittgensteina przeciwko redukcjonizmowi i materializmowi dotyczącego koncepcji myślenia i 'czynności umysłu' (min. w Kartkach - czytanie ich ze zrozumieniem, co jest b. trudne, daje mi prawdziwy 'metafizyczny dreszcz', choć jakże odległy od... - bla, bla. Fajnie, że poruszyłeś temat. Pozdrawiam.

( Gość: tom k, 27.11.2003 22:18 )


dreszcz metafizyczny...... noc duszy ...

"noc duszy ciemna" kiedyś próbowałem tylko naczytywać jana od krzyża ale wydało mi to się psychozą i to dość ponurą, zdecydowanie depresyjną,

te wyrazy mistyczny i metafizyczny w stosunku do muzyki są dla mnie przede wszystkim z "innych beczek", choć jakoś tak korespondują do sugestywności piękna,

może rzeczowo bardziej zblizone byłoby "hipnoza" ale to zbyt dosadne i też nie to

przede wszystkim powyższe określenia jakoś odzierają muzykę z jej zmysłowych, dosłownych zalet, bo nie kojarzą się ze kształtem, barwą, architekturą ale z mglistą nieokreślonościa

( Gość: marek+, 28.11.2003 16:47 )


dreszcz metafizyczny...... noc duszy ...

noc duszy ciemna... ważne pojęcie do lutosa, panufnika

to ich "przezwyciężenie" dodekafonii może miało za podłoże mądry strach przed tą drugą stroną medalu

nie znoszę klimatów paranoicznych z jedynym wyjątkiem: Polański

( Gość: marek++, 01.12.2003 07:11 )


dreszcz metafizyczny...... noc duszy ...

To dla mnie wyjątkiem będzie Kafka (a Beckett nie potrzebuje być wyjątkiem).

( Gość: tom k, 01.12.2003 11:48 )


paranoicy i wyjątki

Oczywiście również Emil Cioran nie potrzebuje być wyjątkiem - jako jeden z największych humorystów XX wieku. Zyskał nawet aprobatę Herlinga-Grudzińskiego, a to już coś dla mnie znaczy. :)

( Gość: tom k, 01.12.2003 19:51 )


101

czy WL był "metafizycznym" kompozytorem? na pierwszy rzut ucha, zdaje się, że jego muzyka jest jak najbardziej z tego świata - dramaty muzycze III Symfonii, czy Koncertu wiolonczelowego są naszymi dramatami - uciekając oczywiście od JAKICHKOLWIEK semantycznych intepretacji tej muzyki - lecz WYDAJE się mi, że jednak można znaleźć w muzyce WL takie quasi-metafizyczne rzeczy - są to wygasania po kulminacji, tworząca jakąś nową muzyczną jakość - przykłady Epilog Muzyki żałobnej [wiolonczele!] dalej wygasanie Mi-parti [skrzypce], koniec Kwartetu smyczkowego, całe Interludium [które wydaje mi się, w ogóle takim wycinkiem jakiejś zamierzonej po-kulminacji], ale i początek IV Symfonii, ehhh - to te sekundowe fragmnety pokazują ten możliwy najlepszy z światów idealnych WL może i naiwne skojarzenie - po koncercie na którym byłem - grano Koncert wiolonczelowy Mistrza - " nawet szekspir nie napisał takie dramatu" ta muzyka jest REALNA [naturalistyczna?], ale daje NADZIEJĘ na coś lepszego, ehhh?!

( Gość: sławek w. , 28.11.2003 12:07 )


A ja czekam na jego utwory bałwochwalcze pro stalinowskie. Jakoś wszyscy wykonawcy obchodzą je szerokim łukiem a publicyści starają się nie zauważac tego okresu w karierze WL. Szkoda, byłby pełniejszy obraz. Ostatecznei Rosjanie nie krępują się podobnych utworów Szostakowicza czy Prokofiewa.

( Gość: Kaziuk, 02.11.2003 20:17 )


No - to by było to! Jest cała seria płytowa poświęcona muzyce "zaczerwienionej" - ale to na tzw. Zachodzie. Oni uwielbiają flirtować z kompozytorami radzieckimi - dreszczyk emocji i poczucie bezpieczeństwa. Totalnego bezpieczeństwa - bo totalitaryzmu za oknem nie widzą.

( Zołza, 02.11.2003 21:02 )


a nie jest Muzyka żałobna arcydziełem - jest to jeden z niewielu dzieł o tak genialnej budowie formalnej! Prolog-Metamorfozy-Apogeum-Epilog tworzą niezwykłe logiczny ciąg świetnej muzyki - efekt osiągniety jest nadzwyczaj ascetycznie [ale brzmiącymi] środkami - tylko orkiestra smyczkowa. w tym dziele jest wszystko - od działania czystej formy, przez dramaturgię, aż po METAFIZYCZNE wręcz motywy na końcu Epilogu, gry sama wiolonczela gra solo - otwiera WL tym gestem jakieś "nowe światy" piękna [wiem, okropnie brzmi, ale sami posłuchajcie, uważnie do końca tego utworu]

świetnie pisze o Muzyce żałobnej Pociej w książce o Lutosławskim

ciekawa jest też hermeneutyczna analiza Muzyka P. Krystyny Tarnowskiej-Kaczorowskiej, która doszukała się niesamowitych kontekstów tej muzyki [sam uważam że jest to nadintepretacja] - otóż Muzyka żałobna ma być hołdem złożonym ofiarom Powstanie Węgierskiego 56 - tryton hf - jako Hungarica Funebre! nie zgadzam się, ale ciekawe -w ogóle WL miał liczne problemy z polityką - od I Symfonii [w II części cytat z własnej Lacrimosy - może to hołd ofiarom II wojny?] przez Muzykę żałobną, Koncert wiolonczelowy i III Symfonię!

( Gość: saw, 04.11.2003 18:38 )


Skoro tak sobie sine irae gawędzimy o muzyce Lutosławskiego - to i ja chciałbym dorzucić tutaj osobistą anegdotę. Lat temu ileś mój ówczesny szef zamówił u mnie tekst o jednym z utworów Lutosławskiego. W odruchu obronnym pomyślałem o jakiejś drobne, bezpiecznej kompozycji. O takim Pendereckim bowiem pisze się "łatwiej", o Lutosławskim - już łatwo tak nie jest. Ale szef sięgnął do moje półki z partyturami i wydobył mojego wtedy "jedynego Lutosławskiego", rzecz dużych rozmiarów, obrośniętą już dość emocjonalną legendą - aczkolwiek świeżą w sumie. Każdym razie - rzadko wtedy jeszcze grywaną. Minęło czasu trochę, przysłowiowy listonosz sędziwy przyniósł od znajomych kilka nagrań tego utworu - w tym i pod batutą samego kompozytora. I znowu czasu trochę minęło - tekst powędrował na biurko szefa a potem - ukazał się drukiem. Gromów ze strony czytelników - a tego się obawiałem - nie było. Po prostu - normalna w takich wypadkach cisza. Znowu minęło czasu nieco i w gabinecie szefa przedstawiono mnie wielkiej damie polskiej muzykologii. Ze słowami - a to taki, co u nas pisał o Lutosławskim... Wiekowa już wtedy pani spojrzała przelotnie i rzuciła w przestrzeń - ach, o nim już tylu tyle napisało... Na co mój szef wtrącił się wymieniając tytuł kompozycji i objętość mego "grzechu". Obejrzano mnie już wnikliwie od stóp do głów i skwitowano rzecz całą słowami - dziecko, aż tyle? Czy ty się dobrze czujesz?

( rabinowicz, 05.11.2003 09:39 )


fajna jest książka Kaczyńskiego, napisana swobodnie i bez spięć, pretensjonalności

( Gość: LL, 05.11.2003 13:59 )


heh, moim zdaniem najbardziej spojnym i logicznym dzielem Lutosławskiego jest wlasnie Muzyka żałobna, nie uwazam ze jest ona najwybitniejsza, ale ze spojna to na pewno, ja najbardziej lubie dwie ostatnie symfonie i kwartet smyczkowy, poetaty, gry weneckie, livre, ale tez II symfonie, mi parti, koncert wiolonczelowy............. hehe lubie wszystko, jedynie (za wyjątkiem wczesnych utworow) nie przepadam za koncertem fortepianowym i partitą - wydają mi sie za bardzo neoklasyczne, troche zalatują 'francuzszczyzną'

a Lux Aeterna Ligetiego, to moim zdaniem jedno z najwybitniejszych dziel wszechczasow, a jesli chodzi o sugestywnosc to moze i najwieksze

( Gość: konrad., 06.11.2003 16:54 )


hmmm zgodzam się z Konradem, ze to własnie Muzyka żałobna jest cudownie przejrzysta, zresztą wiem to strasznie głupie takie wybierania - ja pisałem o Muzyce żałobnej, Kwartecie i IV Symfonii jako ABsolutnych mych hitach, a co inny wolę - to przecież ich sprawa, osobiście nie rozumiem do końca III Symfonii - wiem, że to genialne dzieło, ale zbyt dużo emocji z nim zawarte - jaki mi się jak jakiś wielki postumet, jak III Sonata h-moll Chopina, chyba te dzieła są z sobą mają wspólnego -fajnie, też że wątek o WL wreszcie skoczył na dobry tor

pozdrawiam

( Gość: saw, 06.11.2003 23:26 )


Faktycznie Funeral Music uważam za dzieło wyjątkowo zwarte i konsekwentne. Ale widać można je różnie postrzegać, może się różnym ludziom różnie jawić. I początek IV Symfonii... (oraz cała jej reszta)

( Gość: tk., 07.11.2003 10:48 )


Czy zgodzicie się, że Muzyka żalobna w trakcie utworu zmienia swój charakter? Czyli jest niejednolita?

Pragnę zwrócić uwagę, że Lutoslawski bardzo cenił ze swoich dzieł: Preludia i fugę. Moim zdaniem słusznie.

Co do Czwartej Symfonii, to początek jest niesamowicie tajemniczy, mahlerowski, ... ale dalej coś się zmienia, ... coś innego i ja ... nie wiem.

Natomiast III Symfonia, to dla mnie najbardziej metafizyczne i dramtyczne dzieło w polskiej muzyce.

( Gość: Wojtek J, 07.11.2003 13:48 )


Zmienia Muzyka żałobna charakter, ale jednocześnie jest jak most, po którym przechodzisz na 'drugi brzeg'! Tak uważam! :)

Preludia i fuga - zgadzam się z Lutosławskim.

3 Symfonia - trafiłeś. Niezwykle sugestywny jest tu język muzyczny Lutosa. Żadnych pustych miejsc, przy takiej 'objętości' dzieła. Jakość dramatyczna - najwyższa. Pół godziny hipnotyzujące w całości :)

( Gość: tk., 07.11.2003 14:19 )


Pomalutku się przymierzam do kameralistyki L. Głównie poprzez nagrania - albowiem trudno raczej upolować w okolicy wykonania "na żywo". Radbym poznac Panów w tej materii zdanie...

( rabinowicz, 07.11.2003 19:14 )


kameralistyka WL (z dojżalego okresu) obejmuje zaledwie kilka pozycji, centralnym dzielem jest kwartet smyczkowy, jeden z najlepszych jakie slyszalem, tomek k. zwrócil uwage ze kultowy dla niektórych 'kronos quartet' poświecil temu utworowi calą plyte, widocznie stwierdzili ze zaden utwór tego gatunku nie zasluguje na to by byc sąsiadem kwartetu Lutoslawskiego, tak wiec jest to plyta trwająca niewiele ponad 20 minut, ale kosztuje rzecz jasna ponad 50 zł :) Są to także : Partita na skrzypce i fortepian (tez wersja na skrzypce, fortepian i orkiestre), Epitafium na obój i fortepian, Grave na wiolonczele i fortepian, przerobione potem na wiolonczele i 13 smyczków (ta wersja jest na ostatnim Naxosie) i wariacja sacherowska na wiolonczele solo. jest jeszcze kilka pozycji. Epitafium i Grave to stonowane i mało awangardowe utwory, jednak posiadające duzy ladunek piękna, a kwartet to juz poprostu kosmos, tego trzeba posluchac. znajomi są podzieleni jesli chodzi o to które wykonanie jest najlepsze, znamy 3 wykonania, Kronos przeszedl jakos bez echa, jeden kolega wysoko ceni wykonanie LaSalle Quartet z polskich nagran (mimo okropnej jakosci dzwięku!) a drugi wykonanie kwarteu śląskiego z plyty z kwartetami Szymanowskiego i Lutoslawskiego, ja chyba jednak przychylam sie do drugiego glosu (chyba z powodow technicznych)

( Gość: konrad., 07.11.2003 19:33 )


kameralistyka WL? nie mamy tego za dużo niestety, to co wymienił Konrad - ale JAKOŚĆ - nie wiem, bo chyba Preludia i fuga na 13 instrumentów to dzieło już raczej orkiestrowe, dla mnie na razie jednyne dzieło WL, które nie rozumiem - za dużo treści, dla mnie numer uno to Kwartet smyczkowy - kosmos - piękne określenie! zwracam uwagę na miejsce po kulminacji - takie same zawieszenie czasu jak po kulminacji Muzyki żałobnej, nowa przestrzeń - jak mówił WL - abstrakcyjna ptasiość - a T. Kaczyński dodawał - in paradisum - coś niezwykłego -a nagranie? TYLKO Kwartet śląki - wszystkie inne utytołowane kwartety z Hegen i LaSalle nie mogę nawet porównac się ze śląskim na płycie cdaccord - inne dzieła? grave jest dobre - przepysznie sie zaczyna od hołdu muzyce Debuss'ego [bo to chyba korzenie WL] i S. Jarocińskiemu; a miał w planach WL kwintet fortepianowy, ehhhh...

sławek w. [dawniej saw, ale coś mi tu wyskakuje, że nie mogę - zemsta inkwizycji tropiącej nieistniejące utwory pro-stalinowskie Witolda L ;-)))]

( Gość: sławek w. , 07.11.2003 20:14 )


tak, kwartet śląski jest kapitalnym zespolem, pokazywal to wiele razy, w kwartecie Lutosa rzecz jasna, ale trzeba tu wspomniec o interpretacji kwartetów, elementi per tre archi i sonaty na dwoje skrzypiec H.M.Góreckiego wydanej przez OLYMPIE - Kronosi nie mają co nawet sie równac z tymi gigantami jakimi są muzycy Kwartetu śląskiego, a przeciez Gorecki napisal oba kwartety dla kronosów. Kwartet śląski w pewnym sensie porównal bym do nieistniejącej juz Polskiej Orkiestry Kameralnej Jerzego Maksymiuka, która przy wielkiej klarownosci miala w sobie bit, mocne uderzenie, bez miekkosci tam gdzie nie potrzeba. Zdecydowanie najlepszy polski kwartet smyczkowy

( Gość: konrad., 07.11.2003 20:30 )


Partitę pokochałem jeszcze w czasach LO. Trudno jej było sprostać narzuconej przeze mnie roli drogowskazu, który miał mnie zawieść do zrozumienia jego wielkiej symfoniki... Tym niemniej znane wykonanie Kulki i Knapika jest doskonałe. A rzecz była napisana dla P. Zuckermana i 'tego pianisty'.

( tomek k, 07.11.2003 22:56 )


A swoją drogą trudno mi mówić o subtelnościach wybitnego wykonania, porywającej kreacji - choć je słyszę. Dlatego raczej sucho o Kulce i Knapiku, ale i z najwyższą atencją. (I tak wczoraj w nocy słuchałem muzyki Briana Eno w wykonaniu Bang on a Can (z Warszawskiej Jesieni), i na granicy snu i jawy coś mi się tam roiło odnośnie subtelności wykonawczych (tzw. monolog wewnętrzny, oszczędny w słowa). Wydawało mi się to niesamowite, prawie dostałem 'dreszcza', jednak nic już nie pamiętam. Może to i dobrze :)

( tomek k, 07.11.2003 23:07 )


;-)))))))))

( Gość: kb, 07.11.2003 23:12 )


ja bym jeszcze dorzucił arditti string quartet - w ogóle mój ulubiony, jeżeli chodzi o dwudziestowieczne kwartety (szczególnie scelsi, ligeti, carter i kurtag)

( Gość: qu, 08.11.2003 00:25 )


 Lutosławski

Ujęła mnie kompetencja i bezpośredniość, z jaką panowie poruszają się po temacie twórczości Lutosławskiego. Z pewnością nie dodam tutaj niczego odkrywczego - zarówno w materii fonograficznej (chociaż zaskoczyła mnie ocena jakości nagrania kwartetu La Salle - na płytach DG dźwięk może nie jest jakości nagrania Hagen Qt - ale jest dobry, dorzucibym jeszcze - osiągalne jedynie w starych zbiorach - nagranie Kwartetu Varsovia na PN "Muza" - dla mnie dość cenne, albowiem pierwsze słuchane). W kwartecie Lutosławskiego zaciekawiło mnie to, iz stoi on jakby w centralnym punkcie jego rozwoju twórczego (pardon, niezbyt po polsku). Z jednej strony podaje skondensowaną formułę charakterystycznej dla L. konstrukcji dwuczęściowej utworu, z drugiej - zawiera wiele elementów, które potem wracają w utworach bynajmniej nie kameralnych (w sensie rygorystycznym). Stąd moje nieśmiałe domniemanie, iz po tym kwartecie w całej nieomal twórczości przewijaja sie elementy "kameralizujące", intymne - nie w sensie biograficznym ae szerszym, humanistycznym. Ciekaw jestem drugiego tomu monografii - takze i z tego powodu, iz jedną z autorów jest przeciez dobra znawczyni muzyki kameralnej (i nie tylko). I wreszcie - na marginesie (także prawa - więc proszę nie powtarzać) nasi bracia zza wschodniej granicy sprzedawali nagranie Kronosu (z jakims "fillerem") za jedyne 15 zet... Oczywiscie - wiadomość z kolejnej ręki ;))

( rabinowicz, 08.11.2003 15:33 )


tak, jest jeszcze jedno wykonanie o ktorym sobie przypomnialem - kwarteu wilanowskiego na plycie POLSKIE NAGRANIA EDITION - "String Quartets, Szymanowski, Lutosławski, Penderecki i Meyer", wykonanie calkiem ciekawe

( Gość: konrad., 08.11.2003 18:06 )


No właśnie, nagranie LaSalle S.Q. na kompakcie Polskich Nagrań jest wcale niezłe co do jakości dźwięku (średnio po polsku mi to wyszło). Więcej zastrzeżeń budzą nagrania z tej samej płyty poprzedzające wielki kwartet...

( tomek k, 08.11.2003 20:55 )


może rozwiniemy temat, który pojawiał się już w wielu wypowiedziach - pojmowanie muzyki Lutosławskiego w kontekście czegoś określonego, semantycznego - Sam biedny Lutosławski zawsze zaprzeczał, choć powiedział coś w tym stylu "muzyka ma najwięcej ze znaczeń wśród sztuk, ale zaraz nie ma wcale - co znaczy to samo" - tak więc jak odbieramy następujace utwory WL?

I Symfonia [czy rzeczywiście requiem dla ofiar II wojny, jak chce jeden z hermenutów - czyli cytat z Lacrimosy w II posępnej części -] Muzyka żałobna - [Hungarica Funebrea?] Kwartet smyczkowy [gest in "paradisum"] Koncert wiolonczelowy [walka jednostki z systemem] III Symfonia [wiadomo o co chodzi?] IV Symfonia [jak intepretować ten utwór - czy rzeczywiście requiem dla samego Lutosławskiego - a co KOnkretnie znaczy początek]

Osobiście jestem zwolennikiem autonomii muzyki WL - i raczej nie zgadzam się z tymi intepretacjami, gdyż spłaszczają muzykę WL do jednego wymiaru jakiegoś programu, ale co powiedzieć skoro wymowa Koncertu wiolonczelowego, czy tez III Symfonii jest wyraźne?

Odpowiedźcie?!

pozdrawiam ;-)

( Gość: sławek w. , 08.11.2003 22:14 )


"może rozwiniemy temat, który pojawiał się już w wielu wypowiedziach - pojmowanie muzyki Lutosławskiego w kontekście czegoś określonego, semantycznego - Sam biedny Lutosławski zawsze zaprzeczał, choć powiedział coś w tym stylu "muzyka ma najwięcej ze znaczeń wśród sztuk, ale zaraz nie ma wcale - co znaczy to samo" - tak więc jak odbieramy następujace utwory WL?"

POPIERAM!!!!

( Gość: marek 10.11.2003 10:17 )


o semantycznych treściach świetnie pisał baudelai

http://free.art.pl/demusica/De_Mus_1/DM1_text/DM_01_05.htm

gdyby z tego wątku mogła się wyłonić taka "analiza porównawcza" jak tam wagner, liszt, berlioz, baudelaire.... może się uda

na de musica fajny tekst meyera:

http://free.art.pl/demusica/de_mus_4/04_03.html

w ogóle to woda na młyn naszych kochanych antykomunistów muzycznych bristiger podobnież był mocno czerwony a jednak jego: de musica i stare res facta

genialne

dobry pisarz ale.. nie-bezpartyjny

( Gość: marek 12.11.2003 12:45 )


Ciekawe spostrzeżenia. Faktycznie, późniejszy Lutosławski odszedł od monolitycznych faktur w stylu Muzyki żałobnej. Ma to pewnie związek z tą specyficznie rozumianą 'kameralizacją'... Oraz z jakby organicznym typem dzieła, rozwijającego się bardziej jak roślina (może ta Goethe'owska Praroślina), niż jak coś poddanego mechanicznym prawidłom (istnieje takie bezduszne komponowanie: dobry fachman pisze szlagier radiowy w kwadrans, nie ma w tym śladu przeżycia, tylko ciąg kroków wymuszonych określonymi prawidłami). Muzyka Lutosa rządzi się pewnymi prawami, ale czytelnymi raczej dlaj intuicji, niż dla kalkulującego rozumu. Ma w sobie subtelność 'totalną', podobnie jak drzewo, z jego liśćmi migocącymi na wietrze, szmerem, gniazdami ptaków - również w tym wszystkim 'poddane prawom przyrody' - a przeciez tak jakościowo różne od wyrozumowanej, czytelnej architektury, z którą często porównuje się muzykę poważną (może do Schoenberga włącznie, który próbował ocalić system, właśnie architekturę: muzyka mogła być napisana 'właściwie' lub 'niewłaściwie', a ta świadomość była mu niezbędna). Jest to zasługa min. jego 'aleatoryzmu kontrolowanego' (kilka głosów ad libitum). Wszystkie jego środki służą temu wielkiemu, humanistycznemu celowi jego muzyki. (Inny przykład 'subtelności totalnej': wędkarstwo muchowe w górskiej rzece (ideał: sucha mucha)

( tomek k, 08.11.2003 22:09 )


Przy czym Największym Żyjącym Kompozytorem nazwano Lutosa dopiero, gdy umarł Messiaen. Nie uważam tego za obrazę. :)

( tomek k, 08.11.2003 23:27 )


W 13tu preludiach i fudze "preludium" jest rozbite na 13 odcinków. Bardzo mądry sposób na doenergetyzowanie i dookreślenie takiej idei jak preludium. Gdyby to było w jednym kawałku to mogłoby być ciut "snujowate" i mało zwarte. Drugim sympatycznym sposobem na dodanie temu zwartości jest napisanie tej muzyki na orkiestrę smyczkową. To brzmienie jest szczególnie jędrne i materialne. Ciąg mocnych jakby energetycznie eksplozywnych preludiów i ta fuga mocna jak to fuga. Właśnie o tym utworze Lutosławski wypowiadał się z użyciem słów o szczególnych stanach psychicznych umożliwiających jego napisanie. Obecność muzyki współczesnej jest bardzo ważna. W podobny sposób jak obecność jazzu. Jest nadzieją na urealnienie wyobrażenia o muzyce poważnej. Pozbawienie tej odstręczającej pozy nadwartowości, która alienuje realność pracy i kształtu.

( Gość: marek 10.11.2003 10:10 )


fajnie że o tym napisałeś

no właśnie dla mnie prawie sedno lutosławskiego to zerwanie z tym co mahlera fascynowało u jean paula TYTAN

przy sile moralnej muzyki- nie mylić z siłą osobowości normalnego człowieka lutosławskiego pozostanie w życiu tej muzyki odbicie zwykłego "fotograficznego" człowieka

"fotograficznego" czyli bez pozy takie odfiltrowanie tych późnoromantycznych pozamuzycznych póz

autocytat:"Czasem mi się wydaje, że wielkie figury to trochę przeżytek. Nawet Bach i te obchody okrągłych rocznic. Czy Mozart zresztą też. I jasne że nie chodzi o wartość muzyki, nie jest zawyżona. Tylko o kreowanie jakby nadludzi. Wolałbym aby to było bardziej w humorze jazzu. Nie oznacza to lekkomyślności."

lutosławski to pokazanie siły niezależności jak u chopina czy w sonatach bacha i ścisłe filtrowanie zbędnych póz, aby pozostawić czystą tajemnicę taką jak odbija współczesny świat, zwykłego współczesnego człowieka dążenie do esencji

doceniam twe poczucie humoru- odpowiedź zawsze musi być trochę jak pytanie to twoje zastrzeżenie trafia prawie w dychę

( Gość: marek 12.11.2003 07:31 )


Nie rozumiem Twoich zastrzeżeń. Kilkakrotnie pisaliśmy, że na ołtarze Lutosławskiego nie chcemy wynosić. Jednak on sam swoją postawą zasłużył na miano autorytetu - autorytetu na naszą, ludzką miarę. Nikt nie sugerował jego świętości czy tego, że nigdy nie grzeszył (że też muszę pisać takie głupoty! - jednak to odpowiedź na Twoje konkretne słowa). Co do muzyki, jest to kwestia wartościowania. Na wysokim poziomie jest muzyka piosenkarza o pseudonimie Seal (to bardzo dobra muzyka) i twórczość bardzo wielu innych ludzi. Lutosławski dał natomiast jedne z najwyższych wartości w muzyce poważnej XX wieku. Nadał temu stuleciu ton, można nieomal powiedzieć. Jeżeli się z tym nie zgadzasz, to proszę, podziel się z nami swoją refleksją. Nikt się nie oburzy, jeśli nie podzielasz naszego entuzjazmu (no niech będzie, jesteśmy 'kliką' :) 'Na dodatek skutecznie' znajdują postępowania nieetyczne... Chodzi może o te, o których pisano powyżej? Dajmy sobie spokój... Jeżeli były postaci z naszego panteonu artystyczno-intelektualnego, które z twarzą przeszły przez CAŁY okres komunizmu, to było ich najwyżej kilka (mam namyśli tych, którzy zostali w Polsce). Z całą pewnością jest wśród nich miejsce dla Lutosławskiego. Pisaliśmy o jego muzyce od serca, te myśli rodziły się niekiedy przez lata, i są to zaledwie myśli kilku osób. Nie wiem skąd to wrażenie, że 'wszyscy naokoło' wciąż tylko 'wynoszą Lutosławskiego na ołtarze'. Sonda uliczna na pewno by Cię uspokoiła - Twój własny bunt wydałby Ci się śmieszny. Zawsze możesz się nie zgadzać np. z tym, co napisałem o 3 Symfonii. Jeżeli uważasz, że to nudny i wtórny utwór - pisz śmiało. Mam jednak wrażenie, że nie masz tak naprawdę wiele do powiedzenia na ten temat...

( tomek k, 11.11.2003 22:04 )


fajnie że o tym napisałeś

no właśnie dla mnie prawie sedno lutosławskiego to zerwanie z tym co mahlera fascynowało u jean paula TYTAN

przy sile moralnej muzyki- nie mylić z siłą osobowości normalnego człowieka lutosławskiego pozostanie w życiu tej muzyki odbicie zwykłego "fotograficznego" człowieka

"fotograficznego" czyli bez pozy takie odfiltrowanie tych późnoromantycznych pozamuzycznych póz

autocytat:"Czasem mi się wydaje, że wielkie figury to trochę przeżytek. Nawet Bach i te obchody okrągłych rocznic. Czy Mozart zresztą też. I jasne że nie chodzi o wartość muzyki, nie jest zawyżona. Tylko o kreowanie jakby nadludzi. Wolałbym aby to było bardziej w humorze jazzu. Nie oznacza to lekkomyślności."

lutosławski to pokazanie siły niezależności jak u chopina czy w sonatach bacha i ścisłe filtrowanie zbędnych póz, aby pozostawić czystą tajemnicę taką jak odbija współczesny świat, zwykłego współczesnego człowieka dążenie do esencji

doceniam twe poczucie humoru- odpowiedź zawsze musi być trochę jak pytanie to twoje zastrzeżenie trafia prawie w dychę

( Gość: marek 12.11.2003 07:31 )


Nie rozumiem Twoich zastrzeżeń. Kilkakrotnie pisaliśmy, że na ołtarze Lutosławskiego nie chcemy wynosić. Jednak on sam swoją postawą zasłużył na miano autorytetu - autorytetu na naszą, ludzką miarę. Nikt nie sugerował jego świętości czy tego, że nigdy nie grzeszył (że też muszę pisać takie głupoty! - jednak to odpowiedź na Twoje konkretne słowa). Co do muzyki, jest to kwestia wartościowania. Na wysokim poziomie jest muzyka piosenkarza o pseudonimie Seal (to bardzo dobra muzyka) i twórczość bardzo wielu innych ludzi. Lutosławski dał natomiast jedne z najwyższych wartości w muzyce poważnej XX wieku. Nadał temu stuleciu ton, można nieomal powiedzieć. Jeżeli się z tym nie zgadzasz, to proszę, podziel się z nami swoją refleksją. Nikt się nie oburzy, jeśli nie podzielasz naszego entuzjazmu (no niech będzie, jesteśmy 'kliką' :) 'Na dodatek skutecznie' znajdują postępowania nieetyczne... Chodzi może o te, o których pisano powyżej? Dajmy sobie spokój... Jeżeli były postaci z naszego panteonu artystyczno-intelektualnego, które z twarzą przeszły przez CAŁY okres komunizmu, to było ich najwyżej kilka (mam namyśli tych, którzy zostali w Polsce). Z całą pewnością jest wśród nich miejsce dla Lutosławskiego. Pisaliśmy o jego muzyce od serca, te myśli rodziły się niekiedy przez lata, i są to zaledwie myśli kilku osób. Nie wiem skąd to wrażenie, że 'wszyscy naokoło' wciąż tylko 'wynoszą Lutosławskiego na ołtarze'. Sonda uliczna na pewno by Cię uspokoiła - Twój własny bunt wydałby Ci się śmieszny. Zawsze możesz się nie zgadzać np. z tym, co napisałem o 3 Symfonii. Jeżeli uważasz, że to nudny i wtórny utwór - pisz śmiało. Mam jednak wrażenie, że nie masz tak naprawdę wiele do powiedzenia na ten temat...

2( tomek k, 11.11.2003 22:04 )


Lutosławski - na koniec ode mnie

Na koniec parę cytatów:

z artykułu p. D. Gwizdalanki ze styczniowego Ruchu Muzycznego:

"Uchwycenie obrazu człowieka otoczonego nimbem autorytetu lub mistrza utrudniają dwie skrajności. Emanująca z jego wielbicieli skłonność do idealizacji, a ze strony sceptyków lub wręcz osób mu niechętnych - gorączkowe próby dochodzenie do prawdy skrywanej, rzeczywiście lub rzekomo. Przypominam sobie, jak na wiadomość o tym, ze powstaje monografia L. zadziwiająco często powtarzały się dwie reakcje [mowa o wydanej w tym m-c przez PWM I tomie monografii WL "Droga do dojrzałości" autorstwa p. K. Meyera i p. D. Gwizdalanki] Chyba nie zamierzacie go odbrązawiać? pytali z niepokojem jedni. Mam nadzieję, że wzruszycie trochę tym pomnikiem? dźwięczała nutka nadziei w głosach innych Można pisac biografię z myślą o kanonizacji, albo układać je na podstawie donosów. Obraz - aby był w miarę realistyczny i szeroki - wymaga wielostronnego ujęcia obiektu. Test na wartość kruszca, z którego wzniesiono komuś pomnik, przeprowadzić dość łatwo. Wystarczy umiejętnie myszkowac po życiorysie, świadkom stawiać podchwytliwe pytania, dokumenty czytać pod światło, a wypowiedzi czytać między wierszami. Zapewnie pomnik zmieni nieco kształt. Tylko czemu z góry zakładać, że skarleje. A może - zwłaszcza oceniany z odłegłej perspektywy, porównywany z innymi pomnikami urośnie?"

Witold Lutosławski zapytany kiedyś w wywiadzie: "Jak czuje się na piedestale polskich kompozytorów?" Odpowiedział, że czuje się źle, ponieważ jest człowiekiem skromnym. A kto nie jest jest skromny, jest śmieszny. Dodał jeszcze że to nie On postawił się na tym piedestale.

Ze świetnej książki o Glennie Gouldzie autorstwa Stefana Riegera [choć p. Rieger woli np. Bjork od Lutosławskiego... jak kiedyś w Tygodniku Powszechnym wyznał]: "Mutant przeszkadza, Pianistów [Glenn Gould] zaniechęcał do grania Bacha, większośc artystów - do myślenia. Jak chcemy utopić psa, mówimy ze jest wściekły[..]. "Niejednemu z wielkich wścibscy biografowie grzebali już w koszu na śmiecie i w apteczce, zaglądali do kuchni i alkowy i wrzeszczeli triumfalnie: "Eureka! to zwyczajny śmiertelnik, niby geniusz a jakże mały człowiek!" Całkiem fadnie też o GG powiedział Y. Menuhin: "kiedyś ktoś wznosi się na takie wyżyny, oświetle nam lepiej drogą niż ktokolwiek, jeszcze wielu czasu nałożyć się musi na wiele miłości, aby prawdziwie doceniono geniusz Goulda"

A B. pociej w książce o WL - pisze o etyce kompozytora - w jaki sposób ją mierzyć? po prostu popatrzmy na utwory - czy kompozytor wypuścił dzieło, które jest maksymalnie doskonałe jak na bierzące możliwości kompozytora, jesli tak to w takim wypadku mówimy o etyce twórczej" bo chyba zapomnieliśmy, ze o człowieku Lutosławskim najlepiej powie jego muzyka [a Gesualdo to rzeczywiście swietny i częsty przykład na powiązanie moralności i muzyki ;-))) zresztą j.s. bach tez miał baaaardzo duże rachunki za wino....]

To tak mniej więcej w tej sprawie wszystko co chciałem napisać.

pozdrawiam

sławek

p.s. słuchając Muzyki żałobnej

( Gość: sławek w. , 12.11.2003 12:26 )


,,Kiedy zaczynał komponować, był neoklasykiem, ale nie zatrzymał się na tym etapie i stale rozwijał się, idąc coraz dalej i dalej. Jeśli porównamy jego pierwsze i ostatnie kompozycje, okaże się, jak wielki uczynił skok w nieznane'' - mówił o nim inny wielki kompozytor, Olivier Messiaen.

( Gość: Surfer, 19.11.2003 09:40 )


Ciekawe czemu nikt nie zauważa Grave na wiolonczelę i fortepian. Tu na forum było parę głosów na temat młodego Klocka. Jakoś w internecie mało jest o sławnym "starym" Klocku.

Niezapomniane dla mnie jest jego wykonanie tego grawe. Samo natchnienie i energia. Te człowiek ma to gotowe na każdą chwilę- jest stworzony do tej muzyki. Tam są cytaty z Peleasa ale jak to kipi, jakaż to siła czy biologiczna czy duchowa- żywioł. Takie "Requiem"- nie umrze wszystek.

( Gość: LL, 19.11.2003 13:31 )


"nowe książki" a stare?...

maiło być o książkach i niech będzie - WL na razie doczekał się jednej genialnej książki - książka B. Pocieja - niesamowicie, jak Pociej dociera do istoty muzyki WL - do tego co jest tam najważniejsze - czyli DZIAŁANIE! inen uwagi takie jak analiza Muzyki żałobnej, czy też rozpatrzenie tworczości WL pod katem ETYKI twórczej

sama analiza metody ANALIZY ;-) Pocieja to fascynująca sprawa

( Gość: sw, 25.11.2003 15:52 )


Zasługuje na analizę pisanie Pocieja o muzyce - od czterech lat proponuję studentom napisanie pracy na ten temat... Mam widać słabą siłę przebicia... ;(

( rabinowicz, 25.11.2003 16:41 )


a w moim instytucie powstaje taka praca magisterska; choć nie czytałem, ufam, że starszy kolega fadnie to zrobi

( Gość: sw, 25.11.2003 16:46 )


Pociej/Lutos

pociej jako się rzekło to thebeściak; ale dla mnie sam styl jego zdań jest odrzucająco zmanierowany w manierze kolokwialnej mam taką książkę c. dahlhausa "idea muzyki absolutnej...", dużo tam bardzo wysokiego i trudnego słownictwa, więcej niż u pocieja ale książka jest super naturalna, prawie ciepła w stylu u pocieja np. "tedy" na każdym kroku wydaje mi się prawie błędem stylistycznym

fajnie że opisał lutosławskiego, ta pociejowa zasada, że należy pisać o treści i sensie muzyki jest tym czego często brak, ta zasada ma często wręcz wrogów kaczyński we wstępie do swoich rozmów z lutosławskim mówi, że książka pocieja zawiera poglądy pocieja (jakby w domyśle, że nie lutosławskiego) pociejowi często zarzucano subiektywizm, według mnie właśnie pociej jest bardzo obiektywny

to te prace, które skupiają się na (ważnych) analizach formalnych właśnie bywają subiektywne, bo dodane jako przypadkowe rodzynki wtręty o znaczeniu muzyki często nie mają pokrycia w prawdzie głębokiego przeżycia

jak to lutosławski +- mówił w książce kaczyńskiego? : że powiedział by o tych sprawach zupełnie inaczej niż w odpowiedziach na pytania kaczyńskiego

chyba w książce pocieja jest takie zapytanie do lutosławskiego o sens pisania o muzyce- jakoś to pytanie wydaje mi się niepotrzebne

nie raz słyszało się takie krygowania, np wstęp do "punkt linia płaszczyzna" kandyńskiego

"pociej o lutosławskim" to mi przypomina tą atlantydę polskiej muzykologii: "hulewicz o chopinie"

( Gość: marek+, 26.11.2003 14:12 )