O koncertach  triach i kwartetach fortepianowych Mozarta

Alfred Einstein:
[koncerty fortepianowe Mozarta] Są one ukoronowaniem i szczytowym osiągnięciem jego instrumentalnej twórczości w ogóle, przynajmniej w zakresie muzyki orkiestrowej.

W koncertach fortepianowych Mozart wypowiedział, by tak rzec, ostatnie słowo, gdy chodzi o stopienie elementów koncertujących i symfonicznych w wyższego rzędu jedność. Dalszy "postęp" był tu niemożliwy, bo niepodobna ulepszyć doskonałości. [....] Emancypacja orkiestry, przypisywana niekiedy koncertom Beethovenowskim dokonała się już w pełni u Mozarta. Beethoven może bardziej "dramatycznie" zestawia oba organizmy dźwiękowe, hołduje innemu ideałowi wirtuozostwa niż Mozart; ale w gruncie rzeczy rozwija tylko jeden typ koncertu Mozartowskiego, który na razie chcemy nazywać "wojskowym", "marsowym". Forma koncertu jest u Mozarta naczyniem zawierającym treści o wiele bogatsze, subtelniejsze, wznioślejsze. Doskonałość muzyki Mozarta przejawia się między innymi w tym, że jej dramatyczność pozostaje utajona, że zna głębie bardziej otchłanne niż walka dwu przeciwstawnych sił. 


Bohdan Pociej:
"[w sensie estetycznej wartości] bogate dzieje koncertu fortepianowego szczególnie obfitują w arcydzieła, większość koncertów Mozarta to szczyty w tej dziedzinie"


"[Ryszard Strauss] Sam był pianistą i chętnie opowiadał, jak to pod dyrekcją Bulowa grał w Meiningen któryś z koncertów fortepianowych Mozarta. Wciąż domagał się ode mnie, bym kiedyś zorganizował wykonanie cyklu wszystkich 28 koncertów fortepianowych tego mistrza, z których jeden piękniejszy jest od drugiego..."

Rubryka przed datą oznacza wiek Mozarta, "ile miał lat".

37 1 F-dur 11 April 1767 Salzburg  
39 2 B-dur 11 Juni 1767 Salzburg  
40 3 D-dur 11 Juli 1767 Salzburg  
41 4 G-dur 11 Juli 1767 Salzburg  
175 5 D-dur 17 Dezember 1773 Salzburg  
238 6 B-dur 19 Januar 1776 Salzburg  
242 7 F-dur 19 Februar 1776 Salzburg dla 3 fortepianów Lodron-Konzert
246 8 C-dur 19 April 1776 Salzburg Lutzow-Konzert
271 9 Es-dur 20 Januar 1777 Salzburg Jeunehomme-Konzert
365 316a 10 Es-dur 23 1779 1780 Salzburg dla 2 fortepianów
413 11 F-dur 26 w zimie 1782/3 Wiedeń  
414 12 A-dur 26 Herbst 1782 Wiedeń  
415 13 C-dur 26 w zimie 1782/3 Wiedeń  
449 14 Es-dur 27 9. Februar 1784 Wiedeń  
450 15 B-dur 27 15. Marz 1784 Wiedeń  
451 16 D-dur 27 22. Marz 1784 Wiedeń  
453 17 G-dur 27 12. April 1784 Wiedeń  
456 18 B-dur 28 30. September 1784 Wiedeń super w nagraniu Richtera
459 19 F-dur 28 11. Dezember 1784 Wiedeń Koronacyjny
466 20 d-moll 28 10. Februar 1785 Wiedeń  
467 21 C-dur 28 9. Marz 1785 Wiedeń  
482 22 Es-dur 29 16. Dezember 1785 Wiedeń  
488 23 A-dur 29 2. Marz 1786 Wiedeń  
491 24 c-moll 29 24. Marz 1786 Wiedeń  
503 25 C-dur 30 4. Dezember 1786 Wiedeń  
537 26 D-dur 31 24. Februar 1788 Wiedeń drugi Kronungs-Konzert
595 27 B-dur 34 5. Januar 1791 Wiedeń  
382 28 D-dur 25 Marz 1782 Wiedeń koncert-rondo

Mozart. Niezwykłość rafinady tego konc. nr 27, ostatni. Jak to się zaczyna, niby kompletnie nijako, ale prawie to się kojarzy z tym UR- szumem z początku 9tej Beethovena. Jak niesamowicie jest tam załadowana JAKOŚĆ, w arabeskach fagotu, oboju. Jakież to długie frazy, jak cudownie pomysłowe w swojej odprężonej długości. Jakie to niezwykłe załadować tyle jakości- ciut nie wyczynu, w tak bezpretensjonalne, naturalne formuły. Ja bym to porównał z nasyconym miłością- spokojnym uśmiechem, który błąka się na twarzy ukochanej dziewczyny- uśmiech tylko dla niej samej, dla jej wewnętrznego spokojnego szczęścia.

Czy Mozart jest banalny i obiegowy. Hm, na przykładzie muzyki epoki klasycyzmu: bo właśnie jestem po słuchaniu 27 koncertu fortepianowego Mozarta. To skojarzyło mi się też z dość niesamowitym doznaniem jakim było dla mnie wysłuchanie z CD koncertu D-dur Haydna. No cóż ja jestem chyba jednak przyzwyczajony do koncertów romantycznych. Że najwięcej dzieje się w pierwszym allegro. Że adagio jest natchnione, albo mistyczne, albo wielce melodyjne- jak w koncercie C- dur Mozarta- klasyka. Słuchałem koncertu D- dur Haydna w wykonaniu Benedettiego. Bardzo ciekawe, osobiście jestem przyzwyczajony do swojej b. dobrej płyty z Fou Ts'ongiem- śliczne i super wykonanie. Jak to można jednak różnie i inspirująco zagrać. Tam w trzeciej części jest taka wirtuozowska i wielce popisowa ni to a la hungarese ni to turecka figura pomysł pianistyczny (wcale chyba w romantycznym wirtuozostwie możnaby próżno szukać czegoś równie sugestywnie wirtuozowskiego). No i tak pierwszą część ten Benedetti gra topornie RÓWNO, jakby połknął 3 metronomy. A właśnie w tym wirtuozowskim hungarese w trzeciej części jest popis subtelności i jakby najbardziej wyrafinowanej w mikrokosmosie melodyki- której więcej spodziewałbyś się po tej drugiej części. Niech ktoś powie, że Haydn jest bardziej banalny (od czego).


Koncerty fortepianowe Mozarta na płytach:

Dla mnie spokojnym i bardzo współczesnym spełnieniem ideału wykonania tych koncertów jest seria nagrań Rudolfa Serkina z Claudio Abbado i London Symphony Orchestra. Nagranie w pełni cyfrowe DDD dla Deutsche Gramophon. Abbado z urodzenia jakoś się do tego nadaje, Italiano wero... Ciepło, barwność nie przeszkadza dyskretnemu wycyzelowaniu wszystkich linii, pełna stylowość bez cienia profesorskiej ostentacji. Hm, obydwaj mają ten spokój i pewność jaką daję nie tylko wiedza o własnych zdolnościach ale i ich od dawna szerokie uznanie. Idealne frazowanie i interpunkcja, oddech. Te zdolności po prostu są w tych nagraniach ucieleśnione.


świetny artykuł Przemka Wierzbickiego o Klarze Haskil:
artykuł z czasopisma "Jazz&Classics"

Klara. Takie imię... Jak u żony Schumanna- której kadencje np. do Mozarta są jeszcze jednym pretekstem do- okropnego moim zdaniem i głupiego- postponowania Schumanna.
Poniżej: Chaplin, Haskil, Casals w Szwajcarii

    
Klara HASKIL- potęga. Choć fizycznie była prawie kaleką. Żeby "była jasność": już kiedy była naprawdę b. piękną dziewczyną była muzycznym "thebest'ciakiem" od Mozarta. Fascynująca muzycznie postać. T. Nikołajewa wspomina taki koncert z Karajanem. Orkiestra grała dość "standardowo". Nikołajewą drażnił trochę wygląd solistki: "wyglądała jak wiedźma", drażnił do czasu pierwszego wejścia, bo potem była zachwycona grą Klary Haskil. Stwierdziła, że sugestywność i plastyczność tej gry sprawiła, że pianistka jakby dyrygowała tym koncertem. W pozytywnym tego słowa znaczeniu, gdyż nie była żadnym typem dominującym, a wręcz przeciwnie- prześladowała ją prawie patologiczna trema i była bardzo krytyczna do swoich dokonań. Charles Chaplin mówił o niej: "jeden z trzech geniuszy jakich spotkał na swej drodze". Busoniego oczarowała swoim wykonaniem jego transkrypcji Chacony Bacha. Zapowiadała się na matematycznego geniusza. Była rumuńską żydówką- b. ją szanował Lipatti. Świetnia wykonawczyni 3go koncertu Beethovena. To taki koncert... wielka sugestywność "bez wykorzystania brawury i siły". O jej wczesnych wykonaniach Mozartowskich: "introwertyczne, głębokie, ciemne, nie mające w sobie nic z tak zwanego uroku". Klara Haskil: "nie używam perfum, nie zamierzam więc perfumować Mozarta. Nie będę go grała w zapachu rokokowym ani w żadnym innym. Gram wyłącznie to co napisał" 

Największym fenomenem w dziedzinie wykonań Mozrta jest według mnie Bruno Walter. Orkiestra jest charakterystycznie ważna w koncertach Mozarta. Warto szukać koncertów fortepianowych Mozarta gdzie dyrygentem jest Bruno Walter. 

To samo co o Walterze dałoby się powiedzieć o K. Bohmie. Bohm jest trudniejszy, ale rzeczywiście, wbrew pozorom to nie skwapliwa pracowitość a natchnienie sprawiło to powinowactwo Bohma do Mozarta. Jest też lekceważony w podobny sposób co Mozart.

Walter Gieseking. Profesor Pociej w jednym ze swoich artykułów w "Ruchu Muzycznym" zauważył, że jeśli chodzi o koncerty Mozarta to "wzorcem metra z Sevr" jest Walter Gieseking. A ponieważ, jeśli chodzi o sądzenie, "wzorcem metra z Sevr" jest profesor Pociej, więc: Walter Gieseking!

Światosław Richter miał taką śmiesznostkę- dziwnie często okrutnie źle się wypowiadał o swoich nagraniach (czasem i o tych, które są największymi perłami), nie przepadał też za niejakim Mozartem w szczególności. Jest jednak takie jego nagranie, które bardzo akceptował i lubił:  KV456 B-dur. Nagrane w czasie koncertu z Tokio razem z KV175 D-dur, marzec 1993. Richter nie ma jednego rodzaju dźwięku, nawet w obrębie tych samych kompozytorów. Na tej płycie jest ten dźwięk, który bardzo lubię, po prostu. Delikatny ale nie zmanierowany, w świetnym guście (na innych płytach w 3cim koncercie Beethovena z Muttim i z Maazelem 2gi koncert Bartoka i 5ty Prokofiewa- wszystko genialne i niezwykle współczesne, jak na razie...).  Za parę dni będą tu pozostałe Richterowskie nagrania koncertów Mozarta.

Arturo Benedetti Michelangeli. Zupełnie od rzeczy możnaby rzec "najmniej stylowy". I miałoby to się do prawdy jak pięść do nosa. Świetny przykład na potrzebę tolerancji. Są to fantastycznie piękne wykonania- ciężko to opowiedzieć słowami. Całkowita spójność elementów, które u kogoś innego wydawałyby się do siebie nie pasować. Stop ciemnego ciężaru z finezją i wyobraźnią spokojnie szydzącą z przyziemnej rzeczywistości. Benedetti stwarza swoją rzeczywistość, na którą powszechność może spoglądać ze zdziwieniem: czemu jestem tak dziwacznie nieforemna.


Tria i kwartety fortepianowe:
są to wybrane utwory, uważane za najbardziej niezwykłe, zbliżone rangą do koncertów fortepianowych.

Tria to bardzo ciekawa forma. Mi kojarzy się m. in. z najbardziej fascynującymi obszarami współczesnego jazzu. Pierwsze skojarzenie, że jest to jakby zbyt cienki zestaw (Einstein zauważa, że niektóre tria Mozarta mają w sobie ten "prymitywizm" co sonaty skrzypcowe, tam skrzypce, wiolonczela tylko dobarwiają  fortepian, skrzypce akompaniują  fortepianowi). Praktyczne realizacje jednak przeczą temu skojarzeniu pełnią muzyki i brzmienia, na pewno wymienione poniżej tria Mozarta (a np. trio Francka). Mam takie pokątne wrażenie, że ta forma dużo zawdzięcza szczególnej roli wiolonczeli w tej konfiguracji. Wiolonczela tworzy tu szczególnie równy, kantylenowo szeroki bas. Mocny bas rozciągnięty i wysubtelniony przez rozciągnięcie na szerokim jak kantylena horyzoncie całego utworu.

1. KV498 Es-dur;  Trio na fortepian klarnet i altówkę;  klarnet a nie skrzypce

2. KV502 B-dur;  Trio na fortepian skrzypce i wiolonczelę;  podobne do KV450

3. KV542 E-dur;  Trio na fortepian skrzypce i wiolonczelę;  dla Puchberga

4. KV478 g-moll;  Kwartet fortepianowy; tonacja przeznaczenia

5. KV493 Es-dur;  Kwartet fortepianowy;  "najwyższy smak połączony z najwyższą wiedzą"

6. KV452 Es-dur;  Kwintet fortepian obój klarnet róg i fagot;  Mozart: "najlepsza rzecz jaką do tej pory napisałem"

szerzej:

1. KV498 Es-dur;  Trio na fortepian klarnet i altówkę;  klarnet a nie skrzypce
to trio jest często wykonywane ze skrzypcami zamiast klarnetu, Einstein uważa, że powinno być grane tylko na klarnecie; "dzieło poufnego nastroju, miłości, przyjaźni"; "ostatnie słowo, jakie muzyka miała do powiedzenia w zakresie poczucia formy" [chodzi zwłaszcza o całościowe zamknięcie kompozycji]

2. KV502 B-dur;  Trio na fortepian skrzypce i wiolonczelę;  podobne do KV450
wykazuje pokrewieństwo z koncertem fortepianowym B-dur KV450; "w każdym takcie czuje się świerzość i szlachetność inwencji, upojenie mistrzostwem, które bez najmniejszego trudu stapia w jedno przeciwieństwa błyskotliwości i imtymności, oraz "pracy" [przez pracę Mozart rozumie kontrapunkt] i galanterie"

3. KV542 E-dur;  Trio na fortepian skrzypce i wiolonczelę;  dla Puchberga
"Mozart gra to trio na dworze Drezdeńskim co dowodzi może, że uważał je za ukoronowanie swej twórczości w tej dziedzinie. I tak jest rzeczywiście"

4. KV478 g-moll;  Kwartet fortepianowy; tonacja przeznaczenia
"To raj Mozarta: melodyczny kwiat, istniejący jakby bez celu; boski dar, który należy zostawić nietkniętym"- Einstein o rondzie z tego kwartetu

5. KV493 Es-dur;  Kwartet fortepianowy;  "najwyższy smak połączony z najwyższą wiedzą"
"arcydzieło jeśli chodzi o oryginalność, świeżość inwencji, subtelność opracowania"
"w Rondzie "niebiańska" melodia, którą najpierw intonują skrzypce, a potem powtarza, nieco ją zdobiąc, fortepian- najczystsza, najbardziej dziecięca i boska melodia, jaką kiedykolwiek wyśpiewano." 

6. KV452 Es-dur; Kwintet, fortepian obój klarnet róg i fagot;  Mozart: "najlepsza rzecz jaką do tej pory napisałem" (do ojca, 10 kwietnia 1784)
"Beethoven usiłował prześcignąć to dzieło w op. 16 nie osiągając celu. Bowiem subtelne wyczucie, z jakim Mozart ociera się w tym dziele o granice "koncertowości" nie przekraczając ich, można właśnie tylko podziwiać, ale nie można go przewyższyć" Dalej Einstein mówi, że geniusz tego utworu to też świetne wyczucie instrumentów dętych tego kwintetu. Co tu dużo mówić, taki zestaw w ogóle ma niezwykle przyjemne i szlachetne brzmienie.
Też Es-dur jest niby masońska, ale u Mozarta jest tonacją wyjątkowo pięknych i znaczących utworów, np. symfonia koncertująca na skrzypce i altówkę. Coś co obiegowo kojarzy się z paskudną przywarą muzyki poważnej "nadwartościowym" kogucio- heroicznym gestem- zadęciem, jest tu pełnią opalizujących barw zdynamizowanych tą obiegową Es-durową energią. To nie jest taka barwa bez kręgosłupa.