Hermann Hesse (1977-1962)

Muzykę uważał za "ekstrakt i najpełniejszy wyraz naszej kultury", gdyż wyraża "wiedzę o tragizmie człowieczeństwa, afirmację ludzkiego losu, męstwo i pogodę".
Uosobienie zaś owej "nieśmiertelnej pogody" (Heiterkeit) łączył z magicznym słowem Mozart.

W swoich powieściach "Wilk stepowy" i "Gra szklanych paciorków" podjął zagadnienie etosu muzyki jako sztuki prowadzącej do najwyższego celu, do wewnętrznej wolności czystości i pełni. Jej zbawienne działanie widział nawet w mechanicznych ćwiczeniach i wprawkach, bowiem i one są emanacją ładu i przejrzystości oraz tworzą specyficzną przestrzeń poza czy ponad rzeczywistością. W filozofi muzyki Hessego widoczne są wpływy niemieckiej myśli romantycznej: E.Th.A.Hoffmana, Novalisa, Jean Paula oraz świadome nawiązania do kosmologiczno- etycznej koncepcji muzyki w chińskiej i greckiej filozofii starożytnej: Li Bu We, pitagorejczycy, Platon. Hesse pojmował muzykę jako wyraz istoty bytu i esencję sztuki, jako estetycznie postrzegalną projekcję czasu , w której chwila tożsama jest z wiecznością.

Za powieść o muzyce Mozarta uważany jest zwłaszcza "Wilk stepowy".

Hermann Hesse to oczywiście postać bardzo znana, kultowa. Jakoś dziwnie przyciąga współczesnych wciąż i wciąż nowych współczesnych. Miałem na studiach grono koleżanek, które się tym zaczytywały (lepiej Hessem niż np. Dostojewskim;-). Moim szczególnym pozytywnym dziwnym przeoczeniem i zaskoczeniem było niegdyś, że Hesse autor wierszy do których Ryszard Strauss napisał swe nieśmiertelne "Cztery ostatnie pieśni" i "ten" Hesse moich koleżanek Asi i Basi to ta sama osoba. Przepraszam, ale to tak jakbyś się dowiedział, że Bartok swoje najważniejsze utwory wokalne napisał do wierszy twojego kolegi z akademika;-) [z całym szacunkiem do tych/tego ostatnich]


Soren Aabye Kierkegaard

"Muzyka Mozarta jest jedynym środkiem, któremu zawsze udaje się doskonale pokazać bezpośredniość tego życia w pragnieniu, które jak kamień odbijający się od wody, porusza powierzchnię otchłani tylko po to, aby pogrążyć się w głębinie w chwili, w której wstrzyma się w swym locie. Ruch muzyki może sugerować wzajemne przenikanie doskonałych chwil, ale w ramach przepływu, który musi być niepowstrzymany (zawsze jednak jest ostatnia scena i musi nadejść chwila, niezależnie od bogactwa muzyki, gdy muzycy gaszą świece, a teatr robi się ciemny i pusty). Fala dźwięków przynosi doskonałą ewokację Don Juana, który jest o wiele bardziej bezpośredni niż intrygujący Uwodziciel. Refleksjom Johanenesa brak bezpośredniości jego czynów, stanowią więc one potencjalną szczelinę w powłoce estetycznego życia. Mozart potrafił wcielić w postać Don Juana sam przebieg życia upływającego w pragnieniu." Thomas Langan

Muzyka Mozarta pojawia się w pracy Kierkegaarda pt. "Albo- albo". Nie znam się na filozofii. Do Kierkegaarda mam niejaką sympatię, dla jego wrażliwości. I trochę mi wstyd, że mam taki zdrowy i bezpośredni odruch odrzucenia otaczającej go aury ciemnego pesymizmu. Treść "Albo- albo" na pewno nie ma na celu omawiania muzyki Mozarta. Lecz rzeczywiście trudno się oprzeć wrażeniu, że Kierkegaard  bardzo dobrze znał tą muzykę i bardzo ją podziwiał. I nie jest to naciągane. Jedyna niepewność jest pozytywna: chyba inaczej odczuwa tą muzykę. Jest wspaniałym wielkim filozofem i  nie da się przy nim postawić przeżyć człowieka o przeciętnym życiu wewnętrznym.

Do napisania tych paru zdań o Kierkegaardzie skłonił mnie email (za który dziękuję serdecznie) o następującej treści:
"Kolego, przede wszystkimi , największym chyba amatorem muzyki Mozarta był Soren Aabye Kierkegaard . Nawet jego pisma zawierają iście mozartowskie cechy : wielobarwność i zmienność stylu . Gorąco polecam jego krótkie studium o "Don Giovannim" w "Albo-albo". Ku chwale Mozarta !!!!"
Przedtem- dość dawno- "Albo- albo" słuchałem w radio, rzeczywiście jest to tekst przeniknięty muzyką Mozarta, muzyką "Don Juana", lecz jego treścią nie jest muzyka. Mógłby to być świetny argument dla kogoś komu Mozart kojarzy się z czymś lekkim i błahym. Tekst jest zbyt mądry i zbyt ciężki, a jednocześnie bezpośrednio nawiązujący do tej muzyki. 


Hesse i Kierkegaard byli wielbicielami Mozarta ale chyba w zbyt subiektywny sposób. Mozart był przez nich słuchany jako uzasadnienie własnych cennych i wartościowych przemyśleń.


Olivier Messiaen:

W biografii Messiaen'a z serii "biografii popularnych" PWM są bardzo ciekawe porównania harmoniki Wagnera i Mozarta. Opisy "kolorystyki" Mozarta. Moim prywatnym największym przeżyciem z tej sfery było nagranie:
Symfonia koncertująca Es- dur na skrzypce i altówkę
Thomas Brandis- skrzypce  Giusto Cappone- altówka
Karl Bohm- dyrygent
Berliner Philharmoniker

W "Ruchu muzycznym" czytałem kiedyś, że Messiaen był autorem ciekawych analiz struktur rytmicznych u Mozarta. To piękne, że autor utworów o tak nowocześnie wyrafinowanej rytmice i kompozycji struktur w czasie doceniał złożoność tych wartości u Mozarta; interesowało go to.