Basle

Chodzi o te najbardziej kontrowersyjne listy Mozarta. Blednie przy nich kontrowersyjność chyba nienajlepszego filmu Formana lub dramatu Schafera o Amadeuszu.

Te listy są uznane za autentyczne. Miło by było, gdyby ktoś udowodnił, ze to jednak falsyfikat. Tak jak listy Chopina do Delfiny. Jeśli nie: jest to i tak mało ważne. Nie przywiązuje się do nich wagi, chyba dlatego, że skatologia jednak nikogo nie pociąga ani nie ciekawi, i oczywiście słusznie.

Mi w tej sprawie jeden drobiazg wydał się powodem dla którego można tu wspomnieć o tych dziwnych listach. (są one dziwne, no może Bawarczykom...- ale i to czuć niestosowną insynuacją) Jednak "niemieckości" trzeba bardzo uważnie patrzeć na ręce, niezależnie jak fizycznie byłyby one "sauber". Nawet w odniesieniu do krystalicznej dla niektórych twórczości Mozarta. Otóż różnica między tą tematyką w programach TV niemieckich i np. francuskich. Specyficzne nasycenie u niemców czarnymi skórami, ćwiekami, jakieś zupełnie niezrozumiałe wyrazy typu "domina", mroczne piwnice. Jest to i u francuzów ale u niemców jakoś znacznie znacząco więcej. Przemoc we krwi? Brak obejścia w kontaktach z innością, nawet w sensie innej płci, niekoniecznie rasy czy narodu. "Achtung Baby". Nie "Baby" jako kobiety, choć można i tak kojarzyć.  "Achtung Baby"- tytuł płyty osadzonej w klimatach berlińskich. Ceniona w twórczości U2. Mi się podoba "stacja ZOO"...